Z satysfakcją przyjęliśmy dotychczasowe działania Ministerstwa Nauki i
Szkolnictwa Wyższego i Rządu RP, które doprowadziły do zwiększenia środków
finansowych w obu tych sektorach. Nie są one jednak wystarczające i jest to
tylko pierwszy element dłuższego marszu, którego celem powinno być finalne
zwiększenie nakładów budżetowych na naukę do poziomu co najmniej 1% PKB, z
aktualnego, kompromitującego Polskę i nasze ambicje, poziomu 0,44% PKB,
sytuującego nas, z tego punktu widzenia, w ogonie państw członkowskich członkowskich Unii
Europejskiej.... Z ogromnym zaskoczeniem i
niedowierzaniem przyjęliśmy w tym kontekście zawartą w zaakceptowanym w
kwietniu br. przez Radę Ministrów Wieloletnim
Planie Finansowym Państwa na lata 2019-2022, w części dotyczącej aktualizacji
Planu Konwergencji, regulację, która mówi o „konieczności przesunięcia w czasie
ścieżek wydatków zdeterminowanych w niektórych ustawach sektorowych”. Taka regulacja, bez dodatkowej specyfikacji,
doprowadziłaby do złamania nie tylko przytoczonej w Ustawie 2.0 reguły
waloryzacyjnej, powodując niezrealizowanie celów reformy szkolnictwa wyższego i
nauki, a w konsekwencji do fiaska Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.
No można po prostu pęknąć ze śmiechu, szczególnie z tej "satysfakcji" której koniec łatwo było przewidzieć.
W 2013 roku, przy okazji rodzących się planów zwołania IV Kongresu Nauki, nazwanego w końcu dla zerwania z socjalistyczną numeracją Narodowym Kongresem Nauki, przytoczyłem apel wystosowany przez uczonych do władz PRL na poprzednim III Kongresie w 1986 roku:
Skutkiem II Kongresu było ożywienie w nauce, lecz trwało to krótko, postulowanego procentu dochodu narodowego, przeznaczonego na naukę (4%), nie osiągnęliśmy; zadowalając się z konieczności niecałym 1%, pozostaliśmy daleko w tyle nie tylko za przodującymi krajami zachodnimi (5%), lecz także za naszymi sąsiadami, którzy przeznaczają na naukę niewspółmiernie więcej środków niż my (ok. 4%), nadają jej większą rangę i traktują poważniej.
Co ważniejsze, przewidziałem wtedy z zupełną pewnością, że: Wszystko, co
przeczytaliśmy powyżej, pasuje jak ulał do obecnej sytuacji. Po drobnych
poprawkach (numer poprzedniego kongresu, procenty), odkurzoną diagnozę można
będzie postawić na IV Kongresie Nauki Polskiej.
Podejrzewam,
że znajdzie ona zastosowanie także na następnych kongresach (V, VI, VII,),
które będą organizowane w dalszej kolejności. Kongresy mają u nas charakter
cykliczny, problemy zaś permanentny.Taka narodowa specyfika.No i moje przewidywania okazały się prorocze (wystarczy oba apele porównać). Jestem zupełnie pewien, że proroctwo nadal działa i doczekamy się jeszcze następnych kongresów i następnych apeli. Ciekawe tylko, czy przytaczane przez zaniepokojonych uczonych procenty okażą się jeszcze niższe ? Nie wykluczam takiego scenariusza.
Od czasu, gdy za majstrowanie przy nauce zabrała się pewna barbara było dla mnie jasne, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Moje obawy, poza błędnym kierunkiem zmian dotyczyły także strony finansowej przedsięwzięcia. Pisałem o tym w wielu wpisach na tej stronie, m.in. w 2012 i 2013 w odniesieniu do pierwszej reformy i w 2017 i 2018 w odniesieniu do reformy innej niż wszystkie.
W notce z 2017 roku wykazałem po raz kolejny przenikliwość nieosiągalną dla rektorskich umysłów:
Oczywiście wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby na reformę inną niż wszystkie znalazły się odpowiednio duże pieniądze. Ale się nie znajdą, co wszystkim tutaj, będąc wciąż jeszcze w pełni władz umysłowych, oświadczam i gwarantuję.
Niech więc sobie plastusie w gronostajach protestują do woli. Nikt się z nimi liczył nie będzie. Prawa rządzące finansowaniem polskiej nauki są niezmienne i okrutne dla naiwniaków, którzy nie są w stanie ich poznać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz