W październiku, nie mogąc dojść do siebie po obejrzeniu obrad Narodowego Kongresu Nauki w Krakowie napisałem, że firmowana przez ministra Gowina reforma sprowadzi się, z powodu braku środków, wyłącznie do pierniczenia i majstrowania. Skończyłem zaś przepowiednią wyposażoną w gwarancję: "Oczywiście wszystko wyglądało by inaczej, gdyby na reformę inną niż wszystkie znalazły się odpowiednio duże pieniądze. Ale nie znajdą się, co wszystkim tutaj, będąc wciąż jeszcze w pełni władz umysłowych, oświadczam i gwarantuję". Przepowiednia zaczyna się sprawdzać, bo inaczej być nie mogło. No ale przejdźmy do faktów.
Budżet na naukę w 2018 roku zakłada udział nakładów na tą dziedzinę w wysokości 0,45% PKB i - jak podkreśla wiceminister Sebastian Skuza - "oznacza to wzrost o dwie setne punktu procentowego w stosunku do roku 2017".
W kontekście nadchodzącej pono reformy te dwie setne są wystarczająco śmieszne, ale jedna setna w stosunku do 2016 r. jeszcze bardziej. Inflacją w okolicach 2% (jak dobrze pójdzie) nie warto oczywiście zawracać sobie głowy, podobnie jak i tym, że część wypasionych środków jakimi dysponować będzie NCBiR pochodzić będzie "z tych przeznaczonych na szkolnictwo wyższe". Co się zaś tyczy owego szkolnictwa, to wydatki na nie wyniosą 0,8% PKB (w 2016 r. było to 0,84% PKB).
Moje zdolności profetyczne wynikają wprawdzie tylko z pobieżnej analizy ogólnie dostępnych faktów, ale to i tak - wbrew pozorom - zdolności dość wybitne, niedostępne zarówno ministerialnej szlachcie jak i uczelnianym mandarynom. Oto dowód.
W notce z 30 grudnia 2012 r. przedstawiłem rojenia ministerialnej szlachty podane (z sukcesem) do wierzenia uczelnianym mandarynom:
W oparciu o twarde fakty wyliczyłem wtedy rzeczywiste tempo wzrostu wydatków na B+R w Polsce na 0,042% PKB, wyśmiewając się niemiłosiernie z ministerialnych rojeń.
Ostatnie dane na temat wysokości nakładów na B + R w naszym kraju mamy z 2016 roku. Wyniosły one 0,97% PKB. W 2012 roku wyliczyłem, że w 2015 roku rzeczywiste nakłady wyniosą 0,938% zamiast wydłubanych nie wiadomo skąd 2%, a więc po uaktualnieniu na potrzeby obecnych rozważań, 0,938% + 0,042% = 0,98% PKB w 2016 roku. Różnica pomiędzy moją sześcioletnią prognozą a podaną przez GUS rzeczywistością wyniosła więc 0,01%. No cóż, nobody is perfect.
Należałoby zakończyć te rozważania jakąś kolejną, cisnącą mi się na klawiaturę przepowiednią, ale to kiedy indziej. Na razie cytat z podsumowania efektów dawno minionego, socjalistycznego w formie, ale jak najbardziej współczesnego w treści kongresu polskiej nauki:
"Skutkiem II Kongresu było ożywienie w nauce, lecz trwało to krótko, postulowanego procentu dochodu narodowego przeznaczonego na naukę (4%), nie osiągnęliśmy; Zadowalając się z konieczności niecałym 1%, pozostaliśmy daleko w tyle nie tylko za przodującymi krajami zachodnimi (5%), lecz także za naszymi sąsiadami, którzy przeznaczają na naukę niewspółmiernie więcej środków niż my (4%), nadają jej większą rangę i traktują poważniej."
W 2013 roku przytaczałem obszerniejszy fragment tego elaboratu, pisząc że organizatorzy przyszłego (a więc dopiero co minionego) Kongresu Nauki Polskiej mają (w zakresie opracowania diagnozy jak i środków zaradczych) ułatwione zadanie, bowiem "Wszystko, co przeczytaliśmy powyżej pasuje jak ulał do obecnej sytuacji. Po drobnych poprawkach (numer poprzedniego kongresu, procenty), odkurzoną diagnozę można będzie postawić na IV Kongresie Nauki Polskiej." - No i proszę, nawet procentów nie trzeba poprawiać ! Niestety nie przewidziałem, że organizatorzy zeszłorocznego kongresu zrezygnują z nadania mu kolejnego numeru (taka symboliczna próba odcięcia pępowiny łączącej ich z PRL-em).
Pisałem też, że wypracowana przed dziesiątkami lat diagnoza "znajdzie ... zastosowanie także na następnych kongresach (V, VI, VI ....) które będą organizowane w dalszej kolejności. Kongresy mają u nas charakter cykliczny, problemy zaś permanentny. Taka narodowa specyfika".
Niestety, spełnienia się tej przepowiedni mogę już nie dożyć. Jaka szkoda !

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz