Zmiany w funkcjonowaniu rozległych, sterowanych centralnie dziedzin nie zachodzą spontanicznie. Są projektowane i wprowadzane przez rządzących w formie pakietów nazywanych reformami. Reformy dotyczące dziedzin uważanych przez władze państwowe za ważne (np. drogownictwa, oczyszczalnictwa, więziennictwa itp.) bywają traktowane przez nie poważnie, natomiast te dotyczące spraw uważanych za nieważne (np. nauki) traktowane są niepoważnie. Po czym to poznajemy ? Ano po tym, że na reformowanie tych pierwszych przeznaczane są pieniądze realne, tych drugich zaś - wyłącznie wirtualne.
Reformowanie dziedzin niepoważnych sprowadza się, z powodu braku środków, wyłącznie do pierniczenia i majstrowania. Jeden pełny cykl pierniczenia i majstrowania mamy już za sobą i właśnie weszliśmy w drugi (faza pierniczenia). Być może każdy kolejny cykl tego rodzaju charakteryzuje się większym od poprzedniego natężeniem bo to, co zafundowano nam w postaci Narodowego Kongresu Nauki to pierniczenie do kwadratu. Strach pomyśleć o podniesionym do potęgi drugiej etapie następnym. Może to jakoś przetrwamy, ale trzeci cykl (spowodowany nieuniknioną klęską drugiego) z pewnością już nas załatwi na amen.
Póki co, zgodnie z moimi przewidywaniami (które formułowałem na tym blogu niejednokrotnie), poprzednie majstrowanie, zafundowane nam przez białostocką boginię nauki i szkolnictwa wyższego zakończyło się całkowitą klapą, co potwierdza raport Komisji Europejskiej:
"Despite past efforts to transform Poland's HE and science system its performance and innovation outcomes remain sub-optimal."
"According to the 2017 results, Poland's ranking has declined further despite some improvements in performance while countries such as Lithuania and Latvia have made greater progress." (to "further" jest tu najlepsze, nieprawdaż ?)
Resztę można sobie poczytać pod wyżej wskazanym adresem. Proponuję ograniczyć się jednak tylko do diagnozy. Opiera się ona na twardych danych (rankingi etc.), do których każdy może sięgnąć i każdy (nawet idiota) dojdzie do podobnych wniosków. Jest więc w najwyższym stopniu wiarygodna. Proponowane przez KE rozwiązania, wymagające już więcej pomyślunku, wpisują się niestety we wspomniane wyżej pierniczenie, i gdyby zostały wdrożone, niczego dobrego nie przyniosą. Już sam fakt, że jak to zauważył minister Gowin, "mają wiele punktów wspólnych" z opracowaną przez ministerstwo konstytucją dla nauki powinien budzić niepokój, bo przecież ministerstwo nie jest z definicji zdolne niczego sensownego w tym względzie zaproponować (co najwyżej podmiankę CK na RDN, żeby niektóre leciwe, lecz niezatapialne osoby, które wyczerpały swoje kadencje, mogły nadal mącić w stopniach i tytułach i godziwie przy tym zarobić). Poza tym, do rad tzw. "ekspertów" należy zawsze podchodzić ostrożnie. Poprzednie majstrowanie, z wiadomym skutkiem, także przeprowadzano pod ich dyktando. A teraz okazuje się, że to wszystko nasza wina.
Pocieszające jest to, że przynajmniej postulaty stanowiące punkt wyjścia dla kolejnych reform pozostają niezmienne, co zwalnia kolejne ekipy zarządzające polską nauką od męczącego ciało i umysł kombinowania. Jak to zgrabnie ujęli Obywatele Nauki, "wydają się one ponadczasowe".
- Stworzyć nowoczesne szkoły
- Wzmocnić edukację akademicką
- Stworzyć prawdziwie innowacyjną gospodarkę
- Poprawić osiągnięcia badawcze polskich naukowców
- Zwiększyć działania na rzecz popularyzacji nauki
Tak więc przy braku wymiernych osiągnięć, musimy pocieszyć się posiadaniem ponadczasowych postulatów.
W trakcie Narodowego Kongresu Nauki (już czwartego z kolei) zaapelowano do rektorów, by zaraz po zakończeniu tej wesołej imprezy podjęli zdecydowane działania przygotowawcze w objawionym im przez ministra kierunku. Ze względu na brak jasności co do poparcia reformy "innej niż wszystkie" przez klub PiS, chciałbym przypomnieć Jaśnie Wielmożnym Rektorom znaną anegdotę:
Jan Himilsbach, popularny aktor epoki PRLu chwalił się znajomym, że Steven Spielberg proponował mu rolę w filmie pod warunkiem, że nauczy się angielskiego. - I co, uczysz się ? - dopytywali znajomi. - Nie. - Dlaczego ? - Spielberg się rozmyśli, to ja zostanę z angielskim jak ten chuj.
Oczywiście wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby na reformę inną niż wszystkie znalazły się odpowiednio duże pieniądze. Ale się nie znajdą, co wszystkim tutaj, będąc wciąż jeszcze w pełni władz umysłowych, oświadczam i gwarantuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz