poniedziałek, 29 maja 2017

NOWY ALGORYTM WYRZUCANIA PIENIĘDZY I POWINNOŚCI BUDŻETU

Po okresach letargu przeplatanych deklaracjami dobrej woli i obietnicami zmian na lepsze MNiSW przystąpiło do działania. Pan minister Gowin zdobył miliard złotych i zaraz ogłosił konkurs pt. "Zintegrowane Programy Uczelni". Uczelnie będą więc znowu mogły wymyślać różne programy, a przecież chyba o to właśnie chodzi, no nie ? Programy będą z pewnością równie ambitne jak te nagradzane swojego czasu przez minister Kudrycką, a może nawet bardziej. No i równie skuteczne. Zdobyte na ich realizację pieniądze "będzie można przeznaczyć na bardzo szeroki katalog działań", np.:
- na zwiększenie doskonałości dydaktycznej. Jak wiadomo, doskonałość dydaktyczną, jako wielkość niemierzalną można zwiększać w nieskończoność. Uczelnie zwiększają ją już od wielu lat, i dobrze się z tym czują. Studenci niekoniecznie.
- na polepszenie współpracy między nauką a biznesem. W tym zakresie uczelnie też mają bogate doświadczenia. Bądź co bądź polepszają od dawna, bo od dawna dostają na to pieniądze. Polepszanie ustanie wtedy, gdy różnica między uczelnią a biznesem ulegnie zupełnie zatarciu. Wtedy trzeba będzie pomyśleć o zastąpieniu stopnia doktora stopniem majstra. Ale to jeszcze długo.
- zwiększenie umiędzynarodowienia. Podobnie jak w poprzednich przypadkach, uczelnie są do tego dobrze przygotowane, bo robią to już od lat. Zwiększenie umiędzynarodowienia będzie polegało na powolnym zastępowaniu studentów z Polski studentami z Kirgizji, Ukrainy i Uzbekistanu. Procesowi umiędzynarodowienia sprzyjać będzie coraz większa doskonałość dydaktyczna połączona nierozerwalnie z niskimi kosztami studiowania.
- zmianę struktury organizacyjnej. W tym temacie nie ma żadnych ograniczeń. Zmiana struktury organizacyjnej jest dla każdej uczelni łatwa do przeprowadzenia. Za odpowiednią opłatą oczywiście.
- stosowanie bodźców motywacyjnych dla wykładowców. Bodźce motywacyjne są łatwe do wprowadzenia. Wystarczy dorzucić najlepszym po 50 zł na semestr i będzie OK.
- rozwój kompetencji zarządczych kadr kierowniczych i administracyjnych w uczelniach. To niełatwe zadanie z pewnością pochłonie najwięcej funduszy. Na szczęście, przy odpowiednim finansowaniu będzie możliwe do zaplanowania i przeprowadzenia. Jego realizacja polegać będzie na zorganizowaniu specjalistycznych szkoleń dla niższej kadry na miejscu, a dla wyższej za granicą. Niższą kadrę się zmusi, wyższa ulegnie bez oporu. No i firmy szkoleniowe i kołcze godziwie zarobią.

Ciekawym pomysłem jest rozdział środków w ramach tego konkursu. Najwięcej ich pójdzie do najmniejszych uczelni, kształcących co najmniej 200 studentów (500 mln zł, maksymalne dofinansowanie 30 mln), i po równo do średnich kształcących nie więcej niż 20 tys. studentów (250 mln zł, maksymalnie 20 mln) oraz największych (250 mln zł, maksymalnie 40 mln). Jest w tym z pewnością jakiś głębszy zamysł, ale trudno go na razie wychwycić. Może chodzi o sprawiedliwość ? Może reformowanie małej uczelni jest trudniejsze i relatywnie bardziej kosztowne niż dużej ? W końcu duża uczelnia ma dużą administrację, a w małej niejednokrotnie wszystkim zajmie się pani Basia z sekretariatu rektora. No chyba jakoś tak. Czy coś.

Jeśli chodzi o inne sprawy, na które jak na razie nie ma pieniędzy, to zajęła się nimi pani prof. Teresa Czerwińska, podsekretarka stanu w ministerstwie: 
"Podsekretarz stanu zauważyła także, że uczelnie badawcze stanowiące najwęższą grupę z powołanych do życia typów uczelni z racji swojego prestiżu i misji, powinny być największymi beneficjentami dodatkowych środków finansowych. Zastrzegła jednak, że mowa o środkach dodatkowych, które powinny znaleźć się w budżecie."

Jeśli chodzi o ostatnie, wytłuszczone przeze mnie zdanie, to już chyba kiedyś je słyszałem, ale nie pamiętam kiedy. A może mi się zdawało. Czy coś. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz