Młode pokolenie polskich uczonych generalnie nie rozumie, że funkcjonuje w fikcyjnym świecie, spreparowanym dawno temu i pieczołowicie podtrzymywanym przez kolejnych, grających wszystkim na nosie cwaniaków. W świecie tym nic nie jest takie, na jakie wygląda, nic nie służy temu, czemu służyć powinno, a po korytarzach krążą zasilane naukową makulaturą i krwią asystentów zombie. Rozpatrzmy to na przykładzie CK:
Z pozoru instytucja ta ma stać na straży wysokiego poziomu nadawanych w Polsce stopni i tytułów naukowych. Aby tak było naprawdę, dorobek osób kandydujący do tych dostojnych tytułów powinien charakteryzować się międzynarodowym uznaniem i oryginalnością. Bez tych dwóch rzeczy nie ma mowy o tak powszechnym obecnie dążeniu do osiągnięcia "doskonałości naukowej". Międzynarodowe uznanie mierzy się za pomocą liczby cytacji odnotowanych w międzynarodowych bazach typu Scopus lub Web of Science, a oryginalność na drodze analizy eksperckiej, lub prościej - porządnego programu antyplagiatowego (a więc w żadnym wypadku nie programu OSA, który jest zwykłą żenadą).
Szefem instytucji stojącej na straży wysokiego poziomu nadawanych stopni i tytułów naukowych powinna być więc osoba posiadająca oryginalny i ceniony na świecie dorobek naukowy, znana ponadto z uczciwości i rzetelności - cech niezbędnych np. w tępieniu rozplenionego u nas plagiaryzmu publikacyjnego - największej zarazy toczącej polską naukę. Jeśli osoba powołana do kierowania CK nie spełnia tych wymogów, to znaczy, że to wszystko jest tylko na niby, zwyczajna fikcja.
Ktoś może powiedzieć, że wystarczy rzetelność i uczciwość, po szefowi KC jeszcze ceniony w świecie dorobek naukowy? Ano po to, by był wiarygodny, a jego decyzje szanowane. Tu znów powołam się na komentarz pod wpisem na temat nowego szefa CK: "Wyobraźmy sobie, jak Pan Prof. Furtak, jako przewodniczący CK i w imieniu władz RP apeluje do aplikantów o stopnie i tytuły o doskonalenie dorobku naukowego. Jak biedaczek będzie zmuszony do uwalenia wniosków z powodu wykazanego przez recenzentów za słabego dorobku (który jednak przewyższa dorobek Pana Profesora Furtaka). Każda iluzja w życiu publicznym kończy w oparach absurdu i śmieszności." No proszę. Jeszcze nie zaczął, a młodzi już się z niego śmieją.
No to teraz przejdźmy do uczciwości i rzetelności, np. w tępieniu plagiatów. W internecie istnieje dość bogata literatura na ten temat, wystarczy wrzucić nazwisko pana profesora. Do tego jeszcze, na przykład tutaj, można sobie było obejrzeć uroczy filmik na temat jego roli jako rektora Politechniki Krakowskiej w tuszowaniu sprawy prof. S., który uzyskał tytuł na podstawie pracy zerżniętej z jakiegoś zagranicznego doktoratu. Filmik jakimś cudem zniknął ze strony TVN, ale ludzie przewidujący ściągnęli go sobie i mogą się nim od czasu do czasu podelektować :-).
Na wszelki wypadek przytoczę kilka zdań z tekstu pod podanym linkiem, bo może zniknąć jak ten filmik.
- Tą ostatnią opinię wypowiedział ówczesny rektor PK, prof. dr hab. Kazimierz Furtak. Ciekawe, co będzie miał do powiedzenia ubiegającemu się o stopień/tytuł plagiatorowi który przepisał np. tylko 75% procent pracy ? No i co tam słychać z profesorem S., CK odebrała mu tytuł ?
Nie od rzeczy będzie tu wspomnieć, że przeważająca część dorobku nowego szefa CK opublikowana została w czasopiśmie "Cement, Wapno, Beton". I jak tu nie wierzyć pięknej sentencji "nie ma przypadków, są tylko znaki", przypisywanej ś.p. księdzu Bronisławowi Bozowskiemu ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz