Lata zaniedbań, tchórzliwej uległości i braku dbałości uczelnianych
mandarynów (skupionych w KRASP) o interes uczelni, ich pracowników i studentów doprowadziły do:
1) bezprecedensowego
wzrostu liczby studentów przy jednoczesnym spadku poziomu ich kształcenia,
2) rozrostu uczelnianej
biurokracji przy jednoczesnym zrzuceniu większości biurokratycznych obciążeń na
pracowników naukowych i dydaktycznych,
3) zamrożenia
żenująco niskich płac w nauce i szkolnictwie wyższym przy jednoczesnym spadku
ich realnej wartości na skutek inflacji,
4) obniżenia finansowania
podstawowej działalności uczelni i instytutów badawczych przy jednoczesnym
braku rekompensaty w postaci przyzwoitych funduszy na działalność badawczą,
5)
pseudoreformy, destrukcyjnego stosowania prawa o zamówieniach publicznych, KRK,
itd….
Uczelniani mandaryni sądzili, że drogą lizusostwa i potakiwania,
z rzadka okraszonego ugrzecznionym protestem zaskarbią sobie łaskawość
ministerialnej szlachty, która wsłucha się wreszcie w znoszone do niej modły i
ulituje się nad ciężkim losem polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Ta jednak,
nieugięta, nakładała coraz to nowe zadania i obowiązki na ich przyozdobione
gronostajami barki. Cóż było zrobić, trzeba było przerzucić to brzemię na akademicki plebs, który, jak wiadomo,
wszystko zniesie.
Ministerialna szlachta, widząc iż uczelniani mandaryni są
jako ta plastelina w jej rękach, odmówiła im podmiotowości. I to wywołało protest.
Że podobno brak podmiotowości utrudni pełnienie misji. Tylko jaką misję może
mieć do spełnienia plastelina ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz