niedziela, 9 grudnia 2018

GENDER EQUALITY PARADOX - WERSJA POLSKA

Właśnie pojawił się nowy światowy ranking uczelni (World University Rankings 2019) w którym, zgodnie z moją przepowiednią, czołowe polskie uczelnie zajęły odległe miejsca (pomiędzy 601 a 800). Większy wybór rankingowych ciekawostek znaleźć można tutaj.

Uniwersytet Jagielloński tkwi na tym mocno wycofanym posterunku od wielu lat, Uniwersytet Warszawski właśnie do niego doszlusował. Zanim zadziałała reforma taka jak wszystkie, UW był klasyfikowany na 301-350 pozycji, co przy wyjątkowo nędznym finansowaniu można było uznać za sukces. Gdy reforma rozhulała się na dobre, spadł od razu o 200 miejsc (501-600), a u zarania reformy innej niż wszystkie wylądował tam, gdzie wylądował. Obecny spadek można spokojnie uznać za skutek aktualnej reformy, bo wg ministra Gowina jej "konkretne i skuteczne rozwiązania" zaczęły działać już dwa lata przed uchwaleniem ustawy 2.0. Być może chodziło o ustawienie obu czołowych uczelni na tej samej pozycji startowej, żeby miały równe szanse w oczekiwanym przez ministerstwo wyścigu do pierwszej setki. Ponieważ już wielokrotnie szydziłem z rankingowych ambicji ministerialnej szlachty i uczelnianych mandarynów [np. 1, 2, 3], tym razem sobie odpuszczę. 

W tegorocznym rankingu warto zwrócić uwagę na proporcję kobiet i mężczyzn (F : M) na poszczególnych uniwersytetach. Kształtuje się ona w najlepszych uczelniach światowych i dwóch najlepszych polskich następująco: 

Miejsce
Uczelnia
F : M
1
46 : 54
2
46 : 54
3
43 : 57
4
38 : 62
5
33 : 67
6
48 : 52
7
45 : 55
8
50 : 50
9
38 : 62
10
44 : 56
11
31 : 69
12
52 : 48
12
52 : 48
14
57 : 43
15
51 : 49
16
n/a
17
53 : 47
18
48 : 52
19
49 : 51
20
48 : 52
………...
…………………………………………………………………….
…………
601-800
Jagiellonian University; Poland
67 : 33
601-800
University of Warsaw
65 : 35

Wprawdzie w pierwszej dwudziestce przeważają uczelnie zatrudniające w przewadze mężczyzn, ale zarówno w pierwszej setce jak i w kolejnych klasach (101-200, 201-300, 301-400, 401-500, 501-600 oraz 601-800) średni udział kobiet i mężczyzn jest mniej więcej zrównoważony (w większości z lekką przewagą kobiet, nie przekraczającą jednak średnio wartości 53 : 47). Z drugiej strony, udział kobiet w naszych przodujących uniwersytetach wydaje się szczególnie wysoki, znacznie odbiegający od przeciętnej. Wśród uczelni zajmujących pozycje od 1 - 800 tylko w 31 z nich stosunek kobiet do mężczyzn wynosi 65 : 35 lub więcej. Pod tym względem jesteśmy w światowej czołówce (trzeci z kolei polski uniwersytet - UAM w Poznaniu jest z wartością 70 : 30 w czołówce czołówki).

Mimo bezprecedensowej przewagi płci żeńskiej na naszych uniwersytetach, Obywatele Nauki rekomendują ("kierując się względami projakościowymi") "wdrażanie rozwiązań typu gender mainstreaming, wprowadzających równość płci zarówno w momencie zatrudnienia, jak i określania warunków pracy ...". Najwyraźniej uważają, że będzie to dla polskiej nauki niezwykle korzystne.

Skoro tak, to powstaje pytanie, dlaczego mimo tak wysokiego wkładu żeńskiego, polskie uczelnie dołują w rankingach zamiast się w nich wznosić ? Filozofia równości płci w ogóle aż kipi od tego typu paradoksów. Niektóre z nich zdobywają nawet międzynarodowy rozgłos, np norweski gender equality paradox. Polega on na tym, że w społeczeństwach w których zapanowała między płciami równość, zainteresowanie kobiet tzw. "męskimi" zawodami spada poniżej poziomu obserwowanego tam, gdzie owej równości brakuje. Nad rozwiązaniem tego paradoksu głowią się obecnie najtęższe socjologiczne umysły.   

W odróżnieniu od świata wyimaginowanego, w tzw. realu żadne paradoksy nie występują. Niektórzy widzą je jednak za każdym razem, gdy rzeczywistość zaprzecza ich apriorycznym wyobrażeniom. Rzecz sama przez się oczywista staje się dla nich nieprzeniknioną zagadką, a to z powodu istnienia w ich mózgach "mocnych podstaw teoretycznych" (jak to wytłumaczyła odporna na fakty pani na zalinkowanym powyżej filmie).

Przypuszczam, że dołowanie polskich uczelni, tak bogato ostatnio dosmaczonych budynkami, nowoczesnym sprzętem i rozdawanymi przez ministerstwo funduszami "na rozwój badań i dydaktyki" może być przez jego funkcjonariuszy odbierane jako paradoks.
Jeśli nie wyrwą się z tego zapętlenia, to paradoksy rozwojowe polskiej nauki nas w końcu zabiją i zjedzą, zaczynając od głowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz