piątek, 28 grudnia 2018

KOGO BOI SIĘ MINISTER GOWIN ?

Z pewnością nie uczelnianych mandarynów. I słusznie. Wie, że to zgraja wyćwiczona jedynie w przeciąganiu krótkiej kołdry, plastyczny materiał pozbawiony właściwości, z którego uczelniana szlachta lepi sobie co tam chce (najczęściej bałwanki). O tym, by była zdolna do stawiania jakiegoś oporu nie ma mowy. KRASP pełni w systemie polskiej nauki funkcję dekoracyjną i potakiwawczą. Nawet jeśli zdoła wydusić z siebie jakiś protest, to nie jest to bynajmniej ryk lwa. Raczej pisk stada myszy wystrojonych dla checy w gronostaje. 

Minister Gowin boi się humanistów. Na stronie ministerstwa aż roi się od zapewnień, że reforma im nie zaszkodzi. Że nie mają się czego obawiać, bo system roztoczy nad nimi taką opiekę, że będzie im jak w niebie albo i jeszcze lepiej. Że wszystkie te wymagania zapisane w ustawie, których się lękają, ich dotyczyć nie będą. Ministerialna szlachta wije się u stóp humanistów, ci zaś, ośmieleni takim zachowaniem, zgłaszają coraz to nowe żądania.

Ostatnio nie spodobało się im wyliczenie kosztochłonności badań. Wyszło z niego bowiem, że badania fizyków, chemików, biologów i innej nic nie znaczącej uczelnianej drobnicy wymagają znacznie większych nakładów, a co za tym idzie wyższych współczynników kosztochłonności w mrożącym krew w żyłach algorytmie. Ledwie zaczęli wydawać z siebie groźne pomruki, a już minister Gowin wydał oświadczenie uspakajające humanistyczno-socjologiczny żywioł, podkreślające po raz setny jego wyjątkową i absolutnie niepodważalną pozycję w polskiej nauce:
W związku z tym, że koszty prowadzenia badań w obszarze nauk humanistycznych i społecznych są zwykle niskie, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego postanowiło zmniejszyć znaczenie kosztochłonności i przy obliczaniu subwencji brać pod uwagę również inne wskaźniki. Mając na uwadze kształcenie w humanistycznych szkołach doktorskich, siła oddziaływania współczynników kosztochłonności w tym elemencie została znacznie osłabiona. Zaledwie 50 proc. środków przeznaczonych na ten element algorytmu będzie uzależniona od kosztów prowadzenia badań, kolejne 50 proc. będzie zależne od liczby doktorantów. Dodatkowo w przeliczeniu środków na szkołę doktorską będzie brana pod uwagę średnia kosztochłonność wszystkich dyscyplin, w których jest prowadzona dana szkoła

No i fajnie. Szkoły doktorskie zaroją się od humanistów, poprzetykanych z rzadka jakimś bentosem reprezentującym inne, bardziej kosztochłonne dziedziny i będzie git. 

Wbrew temu, co możemy sądzić, nie jest to najgorsze rozwiązanie. Powoduje ono, że fizycy, chemicy, biolodzy i inny kosztochłonny uczelniany bentos staną się tolerowaną przez humanistów i socjologów domieszką, a nie zbędnym dla polskiej nauki balastem. Co biorąc pod uwagę apetyty tych ostatnich wcale nie było oczywiste.       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz