Nie ma się co dziwić, bowiem nauka ani publiczności, ani redaktorów, ani rządzących nie interesuje, bo jest nudna. Nawet sam minister Gowin sprawiał wrażenie znudzonego własną przemową, głoszoną nieomal szeptem, pozbawioną sensacyjnych wątków, błyskotliwych porównań i akcentów humorystycznych.
Uczelniany bentos znalazł w niej jednak od dawna oczekiwane potwierdzenie nieskuteczności eksperymentów obmyślonych dla niego przez zachodnią agencję doradczą Ernst & Young, wprowadzanych dla zmyłki od strony wschodniej, tzn. białostockiej, w sposób przedstawiony na tym bardzo symbolicznym zdjęciu w Gazecie Wyborczej:
Rozkazy z białostockiego matecznika reformy przekazywane były uczelnianej tłuszczy przez Wielką Siostrę przy milczącej aprobacie siedzących za teleekranem, przybranych w obrzędowe stroje mandarynów.
Kręciło się to przez wiele lat nie tylko dzięki potulności tych ostatnich ale i medialnej aktywności tzw. pożytecznych idiotów, wysyłających nie tylko uspokajające, ale wręcz entuzjastyczne sygnały do funkcjonującej poza nauką publiczności. Przy zachowaniu odrobiny dystansu można było mieć z tego niezły ubaw, czego dowodem ten blog.
Przemówienie ministra Gowina zawiera kilka ciekawych, wątków, spośród których najwięcej uciechy sprawił mi ten dotyczący kondycji finansowej nowoczesnych centrów badawczych, szczególnie wrocławskiego EIT+ które - o zgrozo - nie ma pieniędzy nie tylko na prowadzenie badań, ale i na codzienne funkcjonowanie. Ktoś może zapytać, skąd ta uciecha ? Ano stąd:
W tym jakże optymistycznym wywiadzie z 2013 roku szef EIT+ przekonywał czytelników, że "pieniędzy jest bardzo dużo. Pieniądze są za łatwe w zdobyciu .... ", czym obraził inteligencję uczelnianych wyrobników, walczących o każdy grosz na prowadzenie badań i przekonanych (słusznie), że pieniędzy na ten cel jest za mało, a nie za dużo. Co gorsza, wpisał się w obowiązującą wtedy propagandę sukcesu Wielkiego Majstrowania, czyli spełnił klasyczną rolę pożytecznego idioty, o której powyżej. Aż w końcu wpadł w sidła własnego pajacowania.
Niestety, wyobrażenia Pana Ministra co do sensu istnienia EIT+ i innych tego typu "innowacyjnych" instytucji budzą niepokój. Optuje on mianowicie za ich budżetowym finansowaniem przez kilka lat "zanim się nie skomercjalizują i nie zaczną utrzymywać się ze zdobywanych grantów naukowych", co jest stwierdzeniem dziwnym, a to ze względu na znaczenie słowa "komercjalizacja". Skomercjalizowane centra badawcze powinny utrzymywać się z wynalazków i wdrożeń, współpracy z podmiotami gospodarczymi i specjalistycznych usług, a nie z grantów naukowych. Mają nimi rządzić, jak to zgrabnie ujął szef EIT+ "reguły biznesowe". W przeciwnym przypadku przekształcą się w drapieżne centra wysysające granty z instytucji stanowiących obecnie jedyne realne źródło funduszy na badania dla uczelni i instytutów Polskiej Akademii Nauk. No a poza tym, kto wobec tego powinien zajmować się obmyślaniem i wdrażaniem osławionych innowacji, na których tak zależy Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego ? Krasnoludki ?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz