sobota, 15 listopada 2014

CENTRA WYSYSAJĄCE

Jakiś czas temu, w kulminacyjnej fazie Wielkiego Majstrowania, zwróciłem uwagę na niepohamowany apetyt uczelnianych mandarynów na rozdymanie kampusów, starając się, w miarę możności oczywiście, jakoś to wytłumaczyć. Wydaje się, że warto jednak jeszcze raz wrócić do tego tematu, tym razem w kontekście licznych, nadzwyczaj pięknie wyposażonych centrów bio- nano- itp. technologii, poprzylepianych do tychże kampusów, bowiem zaczęły już one funkcjonować, a więc stwarzać łatwe do przewidzenia kłopoty. W odróżnieniu od tradycyjnych obiektów dydaktyczno-naukowych, centra te mają się utrzymywać z innowacji, wynalazków, wdrożeń, współpracy z przedsiębiorstwami i przysparzać bogactwa nie tylko uczelniom, ale i całemu społeczeństwu, dźwigając je na wyższy poziom technologiczno-cywilizacyjny. W każdym innym przypadku inwestowanie w te tak licznie rozsiane po Polsce innowacyjno-badawcze molochy nie miałoby przecież sensu.
Posługując się pobieżną obserwacją zaistniałych faktów oraz pewną znajomością mentalności naukowej szlachty przewiduję, że omawiane centra podryfują raczej w kierunku wysysania i tak już ograniczonych funduszy na badania podstawowe, a więc odbierania ich ledwie zipiącym uczelniom, dla których, po cięciach DS-ów, stwarzają one jedyną szansę na uprawianie nauki. W ten sposób uczelniany bentos, zażarcie ostatnio walczący o fundusze z NCN z pracownikami zatrudnionymi w placówkach PAN (którzy nie muszą poświęcać 70% swojego czasu na dydaktykę i użeranie się z sylabusami, KRK, oraz tzw. doskonaleniem jakości kształcenia), uzyska następnego do tych funduszy konkurenta.
Scenariusz, według którego dojdzie do zasysania jest łatwy do przewidzenia. Świeżo wybudowane i wyposażone centra zostaną skolonizowane przez zasłużonych badaczy w wieku przedemerytalnym i uczelnianych cwaniaków, którzy nie zrezygnują jednak z uniwersyteckich etatów. Będą się ich trzymać kurczowo, nie tylko z powodu dodatkowych pensji, ale i dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa. W przypadku niepowodzenia, będą mieli gdzie wrócić, w odróżnieniu od zatrudnionej przez nich naukowej młodzieży, którą zostawią wtedy na lodzie. Funkcjonujący w takim rozkroku uczeni nie będą oczywiście myśleli o innowacjach itp. duperelach, ale o wyciągnięciu grantów z NCN. Wiedzą bowiem, że ta litościwa instytucja nie pozwoli utworzonym z tak wielkim nakładem jednostkom sczeznąć, tzn. utrzymywać się jedynie z wypracowanego przez nie, mało prawdopodobnego zysku (czyli z innowacji, patentów, usług i współpracy z przedsiębiorcami). Utrzymanie w/w rozkroku wymagać będzie zręczności w rozliczaniu działalności naukowej, w ten sposób, by wilk (nano-, bio- etc. centrum) był syty i owca (uczelnia) cała. Służyć temu będą manewry afiliacyjne, polegające na zatrudnianiu (dopisywaniu) pracowników obu instytucji do publikacji. Publikacje wytworzone na uczelni będą w ten sposób przysparzały punktów centrom, a te wykonane w centrach uczelniom. I tak to się będzie toczyło i sprawozdawało, ku zadowoleniu ministerstwa, uczelni i samych zainteresowanych. 
Po pewnym (raczej dość długim) czasie, opisane manewry zostaną wreszcie rozpoznane i udaremnione. Zmuszone do prawdziwego zarabiania na siebie centra zaczną generować takie straty, że uczelnie będą gotowe pozbyć się ich (wraz z zakupioną za grube miliony aparaturą) za przysłowiową złotówkę. I wtedy - jak spod ziemi - wypełzną chętni do przejęcia tego całego majdanu za friko.
No i pojawi się pytanie, co kierowało promotorami tych inwestycji - głupota czy wyrachowanie ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz