czwartek, 7 marca 2019

DYSONANS POZNAWCZY

W styczniu pojawiła się oficjalna lista punktacji wydawnictw naukowych. Chociaż w mojej dziedzinie było to wydarzenie bez znaczenia, przeglądnąłem jednak tę listę i popadłem w zdumienie, które odebrało mi chęć do żartów (jakże konieczną przy prowadzeniu tego bloga) na dłuższy czas. Chociaż było trudno, otrząsnąłem się i postanowiłem sprawę zbadać w sposób bezstronny.

Pierwsze, co zrobiłem, to sięgnąłem do źródła wszelkiej mądrości bibliometrycznej, czyli do bloga Emanuela Kulczyńskiego, który z racji uczestniczenia w procesach punktacyjnych zachodzących w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego powinien coś na ten temat wiedzieć. No i dowiedziałem się, że
Propozycja pierwszego wykazu wydawnictw monografii naukowych została przez zespół doradczy ministra składający się z 15 ekspertów - przedstawicieli świata nauki, biegłych w kwestiach bibliometrii i badań nad światowymi trendami w zakresie kanałów komunikacji naukowej. W gronie tym znaleźli się naukowcy związani z tak różnorodnymi ośrodkami naukowymi jak m.in.: Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny, Instytut Technologii Eksploatacji - PIB z Radomia, Instytut Sztuki PAN.

Wiadomość, że listę sporządzili tacy eksperci rozwiała moje wątpliwości, dotyczące punktowego zrównania publikacji Księgarni św. Jacka, Uniwersytetu Techniczno-Przyrodniczego w Radomiu i Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim z publikacjami takich koncernów światowych jak John Wiley & Sons, Springer i de Gruyter. Najwidoczniej takie są światowe trendy w zakresie kanałów komunikacji naukowej. Przynajmniej w naukach humanistycznych i społecznych, dla których omawiana lista ma pierwszorzędne znaczenie. Trochę mnie tylko zdziwiło, że wybitnego specjalistę w tym zakresie znaleziono akurat w Instytucie Technologii Eksploatacji w Radomiu, ale bez przesady. Można się było przecież spodziewać, że w tego rodzaju instytucji jakiś spec od kanałów się znajdzie. No i od eksploatacji złóż punktów ministerialnych także.

Nie wiem co mnie podkusiło, ale w celu upewnienia się co do tych światowych trendów, wszedłem na naukowego bloga innego humanisty (którego wpisy bardzo polubiłem). I poczułem dyskomfort. Wyczytałem tam bowiem, że on też po zapoznaniu się z listą popadł w zdumienie, o czym świadczą jego komentarze:
No bo czy, na przykład, zapewne zacne wydawnictwo Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim (o której niestety nigdy nie słyszałem), które znane jest, powiedzmy sobie wprost, jedynie autorom i ich rodzinom, powinno mieć tyle samo punktów co międzynarodowy Palgrave ?
Z pewnym wstydem piszę, że ja również nie wiedziałem o istnieniu Instytutu Kaszubskiego, nie mówiąc już o jego wydawnictwie, ale żeby od razu zestawiać go z Wolters Kluwer czy de Gruyterem ? 

No i w końcu nie wiem, co o tej liście sądzić, bo mam dysonans poznawczy. A niech to wszyscy diabli !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz