Na stronie ministerstwa znalazł się apel piętnastu akademików w sprawie zachodzącego obecnie rozmydlania reformy, o którym pisałem tu wielokrotnie. Oczywiście nic to nie da, bo ministerstwo boi się panicznie humanistów, stanowiących w naszym kraju koronę wszelkiego stworzenia, po drugie nie ma zielonego pojęcia o tym, jak funkcjonuje prawdziwa nauka. Skąd więc miało by wiedzieć, co należy zrobić by poprawić to funkcjonowanie ?
Poniżej zamieszczam obszerne fragmenty tego skądinąd bardzo słusznego, choć bezskutecznego apelu.
Poziom
nauki uprawianej w Polsce jest wysoce niezadowalający. Znaczna część publikacji
to prace, których nikt nie czyta i nie cytuje, mało jest także użytecznych
patentów, a prace naukowców na ogół nie budzą zainteresowania gospodarki czy
instytucji publicznych. Co gorsza, poza nielicznymi przypadkami, prace te
rzadko bywają przedmiotem naukowego dyskursu w skali wykraczającej poza poziom
lokalny.
Nasze
uniwersytety fatalnie wypadają w praktycznie wszystkich międzynarodowych
rankingach, co przekłada się na małe zainteresowanie studiowaniem u nas
zdolnych młodych ludzi z zagranicy, a także zniechęca globalne koncerny do
lokowania w Polsce centrów badawczo-rozwojowych. Wypadamy źle nie tylko na tle
potęg naukowych, ale także w stosunku do krajów takich, jak Czechy czy Węgry.
Nasze osiągnięcia naukowe są także wyraźnie słabsze, w porównaniu z innymi
krajami europejskimi, nawet po uwzględnieniu poprawki na niezadowalający poziom
finansowania badań.
Niestety,
częstokroć pod pretekstem walki z niedoskonałościami Ustawy 2.0, mamy do
czynienia z działaniami mającymi na celu zakonserwowanie istniejącego porządku.
Ostatnio szerokim echem odbijają się głosy dotyczące rzekomo szkodliwych
efektów reform dla polskiej humanistyki i nauk społecznych. Jednak wbrew
forsowanej przez przeciwników reformy opinii, wprowadzane zmiany nie
marginalizują tych nauk, lecz znacząco premiują udostępnianie ich osiągnięć
naukowcom na całym świecie. Polska humanistyka oraz nauki społeczne mają ogromny
potencjał, ale może się on zrealizować dopiero wtedy, gdy przyczynią się one do
rozwoju badań światowych – nauka jest ze swej natury globalna i prace dotyczące
zagadnień wydawałoby się lokalnych mogą mieć wielki wpływ na rozwój nauki w
dużo szerszym wymiarze.
…..
specyfika różnych dziedzin nauki nie może stawać się argumentem wykorzystywanym
do obrony słabości, bylejakości i braku osiągnięć naukowych. Humaniści
publikują na ogół mniej niż na przykład biolodzy, ale jakość ich badań nie
powinna odbiegać od jakości tych prowadzonych w biologii. Co więcej, tak w
biologii jak i w historii, bardzo istotna jest działalność popularyzatorska.
Jednak to oryginalna działalność naukowa, i tylko ona, może przesuwać
granice wiedzy. A więc, w przeciwieństwie do tego co uparcie głoszą obrońcy
„polskości badań” w humanistyce i naukach społecznych, działalność
popularyzatorska nie może być w żadnym wypadku traktowana jako równorzędna
wobec pracy sensu stricto naukowej. W szczególności, nie może być podstawą do
osiągania pozycji w środowisku naukowym, w tym uzyskiwania stopni i tytułów.
…….
jakkolwiek wiele słabości nauki w Polsce wynika z niedostatecznego poziomu
finansowania, to część patologii jest od tego niezależna. Można tu wymienić
wiele problemów, takich jak: przyzwolenie na brak oryginalności badań bądź ich
niski poziom warsztatowy, poddanie kryteriom osobistym recenzji prac naukowych,
preferowanie własnych wychowanków w procesie rekrutacji kadry akademickiej, czy
nadmierna hierarchiczność środowiska akademickiego. Realną przeszkodą w rozwoju
nauki i w karierach młodych naukowców są też plagiaty, mobbing i nepotyzm. Za
te patologie odpowiedzialność powinni wziąć ci, którzy tworzą formalne i
nieformalne struktury władzy w nauce, a więc osoby na najwyższych stanowiskach
w polskim systemie nauki.
Czas ucieka. Światowa
nauka nie stoi w miejscu, ale oddala się bardzo szybko. Stawianie nauki w
naszym kraju w opozycji do nauki światowej, jak na przykład czynią to broniący
„polskości badań” w humanistyce, dodatkowo pogłębia powstającą przepaść.
Decyzje na uczelniach i w innych jednostkach naukowych podejmowane w związku z
wprowadzaniem Ustawy 2.0 będą miały istotny wpływ na przyszłość Polski, jej
rozwój społeczny i gospodarczy oraz obecność w dyskursie intelektualnym świata. Wiele będzie zależeć od tego
czy będziemy potrafili porzucić partykularne interesy i zrezygnować z
komfortowego, dla niektórych, status quo.
Ponieważ niektórzy znajomi zarzucają mi, że zieję nienawiścią do humanistyki i nauk społecznych, to wyjaśniam, że nie. Oni mnie po prostu denerwują, bo blokują (już po raz drugi) reformę nauki w naszym kraju.
A wszystko to za sprawą braku zrozumienia, że nauka i nauki humanistyczne oraz społeczne to zupełnie różne rzeczy, wymagające odrębnego traktowania. Na Zachodzie każdy, nawet średnio zorientowany (wykształcony) człowiek doskonale wyczuwa różnicę pomiędzy science a humanities and social sciences, a u nas jest z tym problem. W mojej opinii wynika on z tego, że przedstawiciele tych ostatnich dziedzin ubrdali sobie, że uprawiają science (twardą naukę) bo im to szalenie imponuje. Za cholerę nie chcą pogodzić się z tym, że tak nie jest. Skutkuje to tym, że wrzucani są (na własne życzenie) przez słabo zorientowanych w tym zagadnieniu strategów reformy do jednego worka z przedstawicielami twardej nauki, a potem lamentują, że kryteria oceny powszechnie przyjęte w tej ostatniej ich zniszczą. Stosują więc różne naciski, by kryteria dopasować do własnych możliwości i specyfik, ciągnąc w dół naukę, która przy takich kryteriach oceny ma u nas przerąbane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz