piątek, 9 listopada 2018

PRZEDSMAK

Jedną z wielkich niewiadomych reformy 2.0 jest punktacja czasopism. Wiele od niej zależy, nic więc dziwnego, że wszyscy czekają z niecierpliwością. Jak się niedawno dowiedzieliśmy, wyliczanie punktów wyłącznie na podstawie wskaźnika SNIP opracowanego przez zagraniczną bazę nie znalazło poparcia w tzw. środowisku. Obecnie trwa pospieszny nabór wybitnych przedstawicieli, którzy ową punktację tak ulepszą, by się wszystkim spodobała. Nie wiadomo tylko, czy wybitni przedstawiciele zostaną uczelnianemu bentosowi wyjawieni, by mógł wyrazić im wdzięczność, czy też pozostaną w ukryciu. To nie jest przecież konieczne, byśmy znali swoich przedstawicieli. Najważniejsze że ich będziemy mieli. 
Niewiadomych jest zresztą więcej. Na przykład czym w takim razie zajmować się będą w związku z tym inni wybitni eksperci, nieopatrznie wcześniej powołani na służbę zarządzeniem Pana Ministra w styczniu tego roku. Może będą parzyć kawę wybitnym przedstawicielom ? Niewykluczone. 

Poza wybitnymi, jeszcze nie powołanymi ekspertami z oficjalnego naboru, występują już u nas eksperci samozwańczy (nie wiadomo jednak czy wybitni, bo o tym decydować może jedynie ministerstwo), którzy punktację czasopism ekspresowo przygotowali. A wybitni eksperci mają się z tym męczyć do lata albo i dłużej ! 

Inicjatywa samozwańca (a raczej chyba samozwańczyni z uwr jak to wynika z linku) ma taką zaletę, że daje nam przedsmak tego, co się będzie za jakiś czas działo. W zlinkowanym arkuszu jest lista czasopism z wyliczonymi dla nich przez SCOPUS wartościami SNIP oraz proponowaną przez autorkę punktacją. To, co uderza najbardziej, to dość luźny związek pomiędzy punktacją a współczynnikiem SNIP w niektórych miejscach - trudne do wytłumaczenia premie punktowe samozwańczyni przyznaje tylko pewnej, wąskiej (pod względem tematycznym) grupie czasopism. Choć czasem (być może dla zmyłki) odczuć się daje także silny wpływ czynników losowych, np. olbrzymi rozrzut punktów w obrębie grupy czasopism różniących się wartością SNIP na trzecim albo i czwartym miejscu po przecinku:


Nie może to wynikać w żadnym przypadku z jakiejś próby wyrównania różnic pomiędzy dziedzinami, bo SNIP jest właśnie współczynnikiem opracowanym w celu wyrównania takich różnic. W przeważającej części punktowych zaburzeń jakąś myśl przewodnią możemy jednak odczytać, np. tu:

  
lub tu:


Czym niższa wartość SNIP, tym śmieszniej:


Ktoś może spytać, po co ja się tymi głupotami zajmuję. Przecież to nie ma żadnego znaczenia. No niekoniecznie. Nie chodzi przecież o wpływ prywatnej zabawy na ministerialną punktację, ale pewien typ mentalny i związany z nim sposób postrzegania rzeczywistości. 
No i o ten przedsmak. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz