Propagandowa akcja "astronomia", o której wspominałem w poprzednim wpisie okazała się przygotowaniem artyleryjskim przed podstępnym atakiem na listę dyscyplin naukowych. Atak przebiegł sprawnie i doprowadził do wielce korzystnego (dla niektórych środowisk) rozdrobnieniem dyscyplin naukowych. Głównym beneficjentem zmian nie została - o dziwo - astronomia, lecz biotechnologia, która została uhonorowana w sposób nadzwyczajny. Została mianowicie poszatkowana na następujące kawałki:
W dziedzinie nauk inżynieryjno-technicznych:
* biotechnologia (dziedzina nauk technicznych w zakresie biotechnologii przemysłowej)
* biotechnologia (dziedzina nauk technicznych w zakresie biotechnologii środowiskowej)
W dziedzinie nauk rolniczych:
* biotechnologia - część dyscypliny przypisana do rolnictwa i ogrodnictwa
* biotechnologia - część dyscypliny przypisana do technologii żywności i żywienia
* biotechnologia - część dyscypliny przypisana do weterynarii
* biotechnologia - część dyscypliny przypisana do zootechniki i rybactwa
W dziedzinie nauk ścisłych i przyrodniczych:
* biotechnologia - część dyscypliny przypisana do nauk biologicznych
* biotechnologia - część dyscypliny przypisana do nauk chemicznych
Tak więc biotechnologia - modna i mogąca poszczycić się większą siłą przebicia od większości nauk w obrębie większości dyscyplin do których została przypisana - uzyska w każdej grupie przewagę punktową i zgarnie związaną z tą przewagą kasę.
W tym kontekście nie dziwi, że nie została jakimś cudem wyróżniona wśród nauk medycznych. Tutaj mogła by natrafić na pewne trudności. Osławiona biotechnologia medyczna (przyciągająca coraz większe masy studentów i młodych uczonych) oczywiście nie zniknie z powierzchni Ziemi. Znajdziemy ją z pewnością wśród nauk biologicznych, gdzie będzie odpowiednio doceniona.
W ten to sposób biotechnolodzy, zamiast konkurować ze sobą nawzajem, konkurują ze wszystkimi innymi (no może nie ze wszystkimi, tylko z tymi, nad którymi mogą stosunkowo łatwo uzyskać przewagę). Autor tego pomysłu zasługuje z pewnością na pomnik (o ile się kiedyś ujawni uczelnianej tłuszczy, oszołomionej tym majstersztykiem).
Z innych ciekawostek warto odnotować:
1) zmiany algorytmu podziału pieniędzy dla uczelni, które zabezpieczają na długie lata interesy ośrodków, które mogłyby nie daj Boże ucierpieć wskutek Reformy 2.0. Nowe rozporządzenie ustala maksymalny możliwy spadek finansowania na 1% rocznie, co definitywnie podważa sens reformy (jeśli naiwnie założymy, że jej celem jest podniesienie poziomu naukowego za pomocą mechanizmu opartego na konkurencji o ministerialne subwencje),
2) rozmowy ministerialnych dygnitarzy "o konstytucji dla nauki w całej Polsce", które odbyły się w Olsztynie, Nowym Sączu, Częstochowie i Koninie. Cała Polska z pewnością się bardzo cieszy i serdecznie dziękuje.
Nie wiadomo, co jeszcze przygotuje nam ministerialna szlachta, bo to z pewnością nie koniec. Najwyraźniej dopiero się rozkręcają.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz