środa, 14 marca 2018

KARMICIELE WSZY

W czasie okupacji niemieckiej we Lwowie, cała ówczesna śmietanka naukowa (która przetrwała pogrom urządzony polskim intelektualistom przez Ukraińców i Niemców) najmowała się, w celu przetrwania, karmieniem wszy w instytucie profesora Rudolfa Weigla. Instytut zajmował się badaniami nad tyfusem. Z pewnością miał jakieś osiągnięcia w tej dziedzinie, chociaż o nich nie słyszałem.

Nadeszły lepsze czasy, jesteśmy w Unii Europejskiej, problemem zarówno wszy i tyfusu żaden instytut na terenie zamieszkiwanym przez Polaków się nie zajmuje. Ale pewnych analogii doszukać się można: polska śmietanka naukowa trudni się dzisiaj, w celu przetrwania, wypicia i zakąszenia, karmieniem pasożytów i pozostaje to w ścisłym związku z wycieńczającą chorobą, na którą nie wynaleziono lekarstwa. 

Istnieją też pewne różnice, których tu, w imię naukowej rzetelności, pominąć nie można: to nie pasożyty wywołują chorobę, lecz choroba wywołuje pasożyty, wysysana jest nie krew, lecz kasa, no i nie jesteśmy pod żadną okupacją. A przynajmniej tak nam się wydaje. Poza tym, o ile żadna instytucja nie zajmuje się walką z chorobą wywołującą pasożyty, to niejedna zajmuje się jej rozsiewaniem, i to na globalną skalę. 

Choroba nosi miano punktozy, a wywoływane przez nią pasożyty znaleźć możemy na tej, tej i tej liście. Ze względu na globalny charakter, zagraża wielu krajom i ludom, choć - trzeba przyznać - niektóre całkiem nieźle sobie z nią radzą, a nawet potrafią czerpać z niej korzyści. Choroba jest szczególnie groźna w krajach osłabionych naukowo lub tych, które dopiero niedawno się z nią zetknęły i nie wykształciły jeszcze odporności. Do krajów takich, obok Polski, należą np. Pakistan, Indie, Turcja i Rumunia.

Ostatnio pojawiła się groźna mutacja wspomnianej choroby, która przez niektórych nie kojarzona jest z chorobą wyjściową, a nawet w ogóle z chorobą. Co więcej - są nawet tacy, którzy skłonni są jej objawy uznać za przejaw zdrowia. Jest to o tyle dziwne, że - podobnie jak punktoza - wywołuje ona pasożyty. Jej związek z punktozą jest więc oczywisty, nie ma bowiem na świecie żadnych innych chorób wywołujących pasożyty. Te zaś, w opisywanych przypadku, są szczególnie groźne. Choroba nosi nazwę "open access" i z całą pewnością rozszerza swój zasięg. 

Wywoływane przez nią pasożyty są szczególnie szkodliwe, bo wyciągają z ofiar znacznie więcej kasy niż te wylistowane wcześniej. No i podobnie jak sama choroba, doskonale się kamuflują. Wskutek tego większość żywicieli nie uznaje ich za pasożyty tylko za jakieś pożyteczne żyjątka. Najbardziej drapieżne z nich to "PLoS one" i "Scientific Reports", bo kamuflują się najlepiej za pomocą wysokiego impakt faktora. W takich krajach jak Polska, Pakistan, Indie, Turcja i Rumunia nikt ich zdradliwego charakteru rozpoznać nie umie. Dlatego przyznawane są im wysokie punkty, a NCN uważa karmienie ich za bardzo prestiżowe i przyznaje za to granty. Nic dziwnego, że wcześniej wywołany przez chorobę PLoS one znalazł się już na czele czele rankingu jeśli chodzi o zgłoszenia publikacji do ostatniej kategoryzacji (1577 zgłoszeń = 1577 x ~10000 zł wyssanej kasy), a Scientific Reports znajdzie się obok niego już w następnej edycji tego wydarzenia. Wygląda więc na to, że polscy uczeni zostaną głównymi żywicielami tych pasożytów.  W bardziej rozwiniętych krajach Zachodu zostały one już odpowiednio zaklasyfikowane, choć część tamtejszych ofiar gotowa jest je dokarmiać nie bacząc na ubytek środków płatniczych, które występują tam, ze względu na zasobność agencji grantowych w nadmiarze. 

Niektórzy nawet przypuszczają, że choroba "open access" została wyhodowana w renomowanych zachodnich wydawnictwach, które postanowiły przestawić się na półpasożytniczy tryb bytowania, zasłaniając to dla zmyłki szlachetną intencją (żeby uczeni, studenci i zwykli obywatele mieli nieograniczony dostęp do naukowych nowinek). Tak czy siak, open access wydostał się na zewnątrz i wywołał holopasożyty. 

Operacja udała się więc tym wydawnictwom połowicznie, bo część spodziewanej kasy zagarnęła wywołana wydostanym na zewnątrz open accessem konkurencja. Gdyby nie pomoc wrażliwej na szlachetne intencje Barbary Kudryckiej, która postanowiła udostępnić pokrzywdzonym wydawcom potencjalny zasób żywicieli skupionych w średniej wielkości kraju, było by kiepsko.

Nie wiadomo tylko dlaczego ogólnokrajowy program dożywiania objął jedynie niemieckie wydawnictwo Springer i mimo szumnych zapowiedzi*, po pięciu latach nie został rozszerzony na inne, równie wygłodniałe wydawnictwa.  

Niektórzy twierdzą, że od początku tak to było zaplanowane, ale ja nie jestem złośliwy i chcę wierzyć, że jest to wyłącznie kwestia tradycji.

* Narodowy program publikacji naukowych w Otwartym Dostępie umożliwia pracownikom i studentom .. publikowanie artykułów naukowych w Otwartym Dostępie (Open Access), bez ponoszenia przez nich żadnych kosztów. ........ Inicjatywa ta obecnie obejmuje czasopisma hybrydowe wydawnictwa Springer .......... W najbliższym czasie planowane jest nawiązanie współpracy z innymi wiodącymi wydawnictwami naukowymi i rozszerzenie programu o kolejne tytuły. (27 maja 2013 roku). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz