Reformowanie polskiej nauki to zajęcie doprawdy niewdzięczne. Głównie z tego powodu, że wskutek działalności kolejnych ministerialnych ekip, nauka polska wjeżdża coraz głębiej w jakieś zarosłe krzakami, dalekie od cywilizacji bocznice. Skierowanie jej na tory po których jeździ nauka światowa wymagałoby przestawienia paru wajch ukrytych wśród chaszczy i pilnowanych przez różnych obwiesiów. Zamiast skupić się na tym, kolejni reformatorzy dorzucają do kotła utrzymując dotychczasowy kierunek. Na szczęście kochają bawić się gwizdkiem, więc wytworzona para prawie nie daje rozpędu. Podwyższone ciśnienie stopniowo rozszczelnia jednak kocioł i rozmazuje zamkniętą w nim uczelnianą biomasę, która - o dziwo - zachowuje wciąż nadzieję na przyszłość, popiskując czasem cichutko:
"Nie lubię PISu ale ta reforma jest w dechę. Jestem naukowcem, co roku jestem zawalany zajęciami ze studentami w dodatku zupełnie spoza mojej branży. Muszę uczyć rzeczy o których niewiele wiem, bo jak nie to won. Cały czas spędzam więc na uczeniu się do własnych wykładów. Studentów przyjmuje się czy się nadają czy nie. Oni się nie uczą i dobrze wiedzą że wykładowca musi dać 3 bo jak nie to nie będzie miał kogo uczyć i go wyleją, a jakie badania robi nikogo nie interesuje."
Niech się autor tego pouczającego wpisu nie cieszy, że sporządził lepszą diagnozę stanu szkolnictwa wyższego w Polsce niż firma Ernst & Young Business Advisory, do tego w pięć minut i za darmo. Jego uczelnia z pewnością przystąpi do programu "Studia z przyszłością", co będzie wymagało przygotowania kolejnych wykładów ..... . Przez rok, dwa, zanim studenci się zorientują co jest grane jakoś się opędzi, a potem trzeba będzie wykreować następny kierunek, w ramach następnej maszynki do świerkania pieniędzy na "polepszanie jakości kształcenia". Ciekawe, jaką wymyślą dla niej nazwę - "Tylko dla orłów" ?
Towarzyszyć będzie temu dalsza walka z plagiatami prac dyplomowych, prowadzona za pomocą rodzimego otwartego systemu antyplagiatowego OSA, który ma tę zaletę, że porównuje wczytane prace z tekstami pochodzącymi z zupełnie innych dziedzin (mam dane dotyczące dziedzin nietechnicznych, może w technicznych to działa, choć śmiem wątpić). Nie można tego wytłumaczyć wyłącznie ubóstwem zgromadzonej bazy danych, bowiem system omija także skrzętnie wszystkie związane z dziedziną pracy publikacje dostępne w internecie. Nie dziwi więc, że sprzyjający dobrej atmosferze na uczelni i bezpieczny dla wszystkich zainteresowanych system OSA cieszy się w kraju dużym wzięciem. No i można było na nim trochę zarobić.
Tymczasem Centralna Komisja ds Stopni i Tytułów Naukowych rozpisuje wybory, w których znowu zwyciężą obgadani i sprawdzeni od dziesiątków lat (stąd zazwyczaj sędziwi) kandydaci. Wszystko będzie działać jak przedtem, a nawet - sądząc po ostatnio uruchomionym wykazie postępowań awansowych - lepiej. Nie można w nim już znaleźć nie tylko starszych postępowań, ale i dużej części tych przeprowadzonych w ciągu dwóch ostatnich lat. Jeśli ktoś nie wierzy, niech sprawdzi - ja nie znalazłem w tym wykazie trzech spośród czterech znanych mi postępowań, zakończonych w 2015 i 2016 roku.
To by było na razie tyle, jeśli chodzi o wajchy, pilnujących je obwiesiów, ministerialnych kozaków i chytrych tatarzynów. Nie wykluczone, że ciąg dalszy nastąpi (po eksploracji kolejnych zarastających naszą bocznicę krzaków).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz