piątek, 20 lipca 2018

W OPARACH ABSURDU

Coraz wyraźniej widać, że reforma inna niż wszystkie, którą Pan Minister Gowin wykreował w celu poprawienia sobie samopoczucia po utracie szans na objęcie Resortu Obrony jest wydmuszką do której co rusz ładowane są jakieś śmieci.

Najpierw wysoka Komisja ds. Strategicznych Problemów Szkolnictwa Wyższego KRASP postanowiła dorzucić do projektu "dwa zestawienia kluczowych postulatów środowiskowych" wśród których znajdujemy m.in. takie kluczowe dla szkolnictwa wyższego sprawy: "Konieczne jest zachowanie jednolitego wzoru legitymacji doktoranta", "Proponuje się poszerzenie kryteriów ewaluacji o adekwatność indywidualnych planów badawczych do efektów uczenia się dla kwalifikacji na poziomie 8 PRK". Najwyraźniej wysoka Komisja zabrała się za formułowanie swoich postulatów dopiero po towarzyszącej takim zebraniom imprezie, zamiast przed. Na szczęście rektorzy mający mocniejszą od innych głowę nie zapomnieli o tym, że "Należy dodać przepis umożliwiający finansowanie przez ministra zadań ustawowych realizowanych przez konferencje rektorów". I w ten sposób strategiczne problemy szkolnictwa wyższego uległy zadbaniu.

Po wyjątkowo licznych, równie udanych poprawkach dorzuconych przez Sejm doszły poprawki Senatu. Senacka Komisja Nauki, Edukacji i Sportu zaproponowała tylko sześć znaczących ulepszeń, ale jakich ! Znalazł się wśród nich kontrowersyjny postulat, by osoba pełniąca funkcję rektora w uczelni niepublicznej musiała posiadać stopień naukowy doktora. Na szczęście Senat nie dopuścił do tego, by owa szykana znalazła się ustawie innej niż wszystkie. Nie miał natomiast zastrzeżeń do poprawki mówiącej, iż "urzędujący sędzia Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego lub Sądu Administracyjnego i sędzia w stanie spoczynku będzie miał prawo do dożywotniego zatrudnienia na uczelni bez względu na wynik oceny pracowniczej". Nie oznacza to oczywiście, że zdominowany przez PiS Senat potwierdził tym powszechnie krytykowany pogląd, że sędziowie to nadzwyczajna kasta ludzi. Ustalił jedynie, że sędziowie to nadzwyczajna kasta nauczycieli akademickich. Należałoby jednak zastanowić się, czy przywilej dożywotniego zatrudnienia bez względu na wyniki oceny pracowniczej nie powinien zostać poszerzony tak, by mogli z niego skorzystać także niewydolni naukowo przedstawiciele innych nauk społecznych, piastujący ważne funkcje w aparacie państwowym. O włączeniu do uprzywilejowanej kasty także uczonych posiadających jakieś wybitne osiągnięcia naukowe nie ma oczywiście mowy. Po pierwsze nie muszą unikać oceny pracowniczej by utrzymać się na uczelni, po drugie na polskich uczelniach przywileje nie przysługują tym, którzy mają jakieś tam osiągnięcia naukowe, ale tym, którzy mają "zasługi".

Na tym nie koniec. Jak dowiadujemy się z komunikatu ministerstwa, "W pierwszych propozycjach w ramach Konstytucji dla Nauki .... resort proponował program wsparcia finansowego dla 250 czasopism naukowych, które mają ambicję wpływać na światowy dyskurs naukowy. Ostatecznie jednak, w odpowiedzi na postulaty środowiska akademickiego, a zwłaszcza przedstawicieli nauk humanistycznych i społecznych, zwiększono pierwotnie proponowaną liczbę czasopism objętych programem do 500." Jak wszystkim wiadomo, wspieranie niepełnosprawnych, podobnie jak wspieranie ambitnych to priorytety nowoczesnego państwa, zgodne nie tylko z europejskimi, ale i ogólnoludzkimi standardami. MNiSW proponując zwiększenie liczby finansowanych czasopism humanistycznych i społecznych które mają ambicję wpływać na światowy dyskurs naukowy wychodzi tym priorytetom naprzeciw. Poza tym, ponieważ nastąpiło ono w odpowiedzi na postulaty środowiska akademickiego, dobrze komponuje się z deklaracjami ministerstwa, że wszelkie zmiany w ustawie będą z tym środowiskiem konsultowane. Niepokój budzić może jednak następująca kwestia: czy pozostałe (jest ich na oko 2 tysiące) czasopisma humanistyczne i społeczne nie mają ambicji wpływać na światowy dyskurs naukowy ? To by świadczyło nie najlepiej o przeważającej części tego środowiska. Może więc też mają takie ambicje, ale w mniejszym stopniu ? Tylko jak zdefiniować, a następnie zmierzyć poziom takich ambicji, żeby dokonać właściwego wyboru ?
No ale nie zajmujmy się tym za bardzo, bo przecież ministerstwo wyjaśniło, że "program adresowany jest do beneficjentów będących przedsiębiorcami", a dokładnie wydawców czasopism "które nie są ujęte w międzynarodowych bazach czasopism naukowych o największym zasięgu, ale są wydawane w sposób rzetelny i przy zachowaniu etyki publikacyjnej a także nie ograniczają się do wąskiego kręgu autorów ...". Trudno tylko dociec, dlaczego czasopisma wydawane w sposób rzetelny itd. nie znalazły się już wcześniej w tych bazach, i jakim sposobem zaczną wpływać na światowy dyskurs naukowy po dofinansowaniu wydawców. Może dzięki ładniejszym okładkom ?             

Tak czy inaczej, reforma zostanie wkrótce podrzucona akademikom, którzy sobie na nią z pewnością zasłużyli. Piszę "podrzucona", bo trudno mówić o szczerej akceptacji jej przepisów studiując listę popierających jej wprowadzenie. Brak na liście najlepszych uczelni w kraju, są jedynie jakieś Konferencje, Kolegia, Organizacje, Rady, Związki i Zrzeszenia - większość na garnuszku ministerstwa. To zresztą dość zastanawiające, że rektorzy poparli reformę in gremium, ale nie byli łaskawi poprzeć osobiście w imieniu kierowanych przez siebie uczelni. Piękna ilustracja tezy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (a właściwie zasiadania). Oraz tego, że zasiadanie na kilku stołkach na raz rodzi bolesne dylematy. Takiego dyskomfortu nie mieli najwyraźniej tylko rektorzy dwóch nie najwybitniejszych uczelni z Krakowa. Wieść gminna niesie, że przynajmniej w przypadku jednego z nich spontaniczne poparcie pojawiło się dopiero po telefonicznej interwencji Pana Ministra. Przyczyny ugięcia się rektora pod naporem telefonu nie są podobno tajemnicą.  

Gaudeamus igitur !     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz