poniedziałek, 14 kwietnia 2014

PRACA DLA BIOTECHNOLOGA

W minionych latach polskie uczelnie produkowały około 2000 biotechnologów rocznie. Lekko licząc, jest więc ich już ze 30 tysięcy lub więcej. Żeby było śmieszniej, kształcimy następnych, bo podobno biotechnologia ma przyszłość jako taka, a młodzi ludzie znajdą po niej dobrze płatną i interesująca pracę. Jest to oczywiste kłamstwo, bowiem w Polsce nie ma stanowisk dla takiej liczby biotechnologów i nigdy nie będzie. Dziedzina ta wcale się u nas nie rozwija, a jeśli już, to tak wolno, że większość wykształconych w tym kierunku ludzi nie znajdzie pracy w wybranym zawodzie.

Żeby zorientować się, jak sytuacja kształtuje się z roku na rok, wystarczy zapoznać się z dostępnymi opracowaniami. Jedno z nich, znalezione tutaj, zawiera porównanie danych z 2011 i 2012 roku. Nie dysponuję informacjami z 2013 roku, ale przekonany jestem, że żadnych rewolucyjnych zmian nie było, a przytoczone porównanie dobrze charakteryzuje istniejące tendencje.



Tak więc można optymistycznie przyjąć, że krajowe zapotrzebowanie na biotechnologów to ok. 150 nowych miejsc pracy rocznie. Nie jest to mało, biorąc pod uwagę, że w Polsce funkcjonuje tylko 90 przedsiębiorstw parających się tego typu działalnością, w tym połowa z nich to firmy zatrudniające do 49 osób. Co ciekawe, dla znacznej części przedsiębiorstw zaliczanych do omawianej branży działalność biotechnologiczna nie wydaje się być działalnością podstawową (sprzedaż wyrobów biotechnologicznych stanowiła w 2012 roku niecałe 26% ich sprzedaży). Może jednak potencjał tych firm jest na tyle duży, że zapewnia im dynamiczny wzrost i systematyczne zwiększanie przychodów ze sprzedaży produktów biotechnologicznych lub wyników prac badawczo-rozwojowych? Nic z tych rzeczy:

 
Wygląda na to, że masowo kształceni u nas za pomocą ministerialnych zachęt (kierunki zamawiane, stypendia) biotechnolodzy będą musieli poszukać sobie pracy za granicą. I o to najprawdopodobniej chodzi. Kształcenie w tym fachu jest przecież bardzo drogie. Za granicą o tym dobrze wiedzą. 
Trzeba też koniecznie wykorzystać europejskie fundusze, przeznaczone na badania i rozwój. Gdybyśmy tego nie zrobili, bylibyśmy frajerami. Biotechnologia polska przypomina dzięki temu węża zjadającego przyprawiony ogon. Jego ogromna paszcza to różne centra biotechnologiczne (uczelniane i komercyjne, tworzone przez wyższą kadrę naukową), ogon zaś tworzą wielce pożywne fundusze europejskie. Ogona wystarczy do 2020 roku. Co będzie potem - nikt nie wie. Poza tym, że ostanie nam się jeno paszcza.

Na koniec interesujący przepis, jak znaleźć ciekawą pracę po biotechnologii u nas (jak się ktoś naprawdę uprze). Do przeczytania tutaj. Ci, którzy będą przebierać w krajowych ofertach, mogą przy odrobinie szczęścia, natrafić np. na propozycję zatrudnienia w charakterze operatora linii kapsułek miękkich. 
Powodzenia !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz