Jedną
z największych przypadłości polskiej nauki jest tzw. krajowy zespół zaniku
zdolności (KZZZ), nazywany też niespodziewanym uwiądem mózgu (NUM). Dotyka on
prawie wszystkich mogących się pochwalić znaczącym dorobkiem polskich uczonych,
pracujących niegdyś za granicą. W skrócie, polega on na tym, że uczeni ci nie
są w stanie po powrocie powtórzyć lub podtrzymać sukcesów, które odnieśli poza
krajem. Gwałtownemu spadkowi potencjału naukowego towarzyszą u nich zwykle
wahania nastroju, bóle głowy i napady manii.
Przyczyna
choroby pozostaje nieznana, większość badaczy przypuszcza jednak, iż może być
to jakiś lokalny, występujący wyłącznie na terenie Polski wirus, atakujący
ośrodkowy układ nerwowy uczonego zaraz po jego powrocie do ojczyzny*. Przeciwnicy
hipotezy wirusowej zgłaszają szereg wątpliwości, wydaje się dość uzasadnionych.
Zwracają uwagę na to, że żaden wirus nie może być aż tak wybiórczy, by atakował
przedstawicieli wyłącznie jednej profesji, jedynie w ściśle określonym momencie
ich zawodowej kariery, do tego wyłącznie na jednym, administracyjnie
wyodrębnionym obszarze naszego globu. Przytaczają kilka obserwacji
wskazujących, iż przyczyny KZZZ należy szukać gdzie indziej: 1) nieliczni
uczeni polscy zagranicznego pochodzenia zwykle nie wykazują tego typu wahań
poziomu badawczego, 2) uczeni z KZZZ potrafią z reguły odzyskiwać wigor naukowy
przy okazji każdego kolejnego wyjazdu. Najbardziej tajemniczą sprawą jest jednak
to, że niektórzy porażeni potrafią dokonywać odkryć naukowych nie ruszając się
z kraju, ale tylko pod warunkiem współpracy z kolegami z zagranicy! Doprawdy
zdumiewające.
Jak
wykazały badania prof. Jones-de-Jong (2010), obecność zespołu KZZZ można
wykazać porównując przeciętną liczbę cytacji (bez autocytacji) przypadających
na pracę opublikowaną w kraju (H) i za granicą (A). Stosunek H/A stanowi
podstawę tzw. pozaklinicznej diagnozy bibliometrycznej KZZZ (w skrócie pdb).
Wartość pdb <= 0.7 jest
wartością graniczną – osoby o wyższym współczynniku uznaje się za raczej zdrowe
(choć objawem pełnego zdrowia jest dopiero wartość bliska 1). Wartości <0.5
przyjmuje się za niepokojące, a te poniżej 0.2 świadczą o ciężkim przebiegu
choroby. Uśrednione wyniki badań porównawczych dowodzące, że KZZZ nie dotyka amerykańskich
uczonych przedstawia wykres, zaczerpnięty z omawianej pracy Jonesa-de-Jonga.
Prowadzone z użyciem tej metodologii, nie opublikowane jeszcze dane badaczy
holenderskich wskazują, że KZZZ może nie być zjawiskiem typowo polskim – niskie
wartości pdb zanotowano także w
odniesieniu do uczonych rumuńskich.
Coraz
większa liczba badaczy zajmujących się pozakliniczną diagnozą bibliometryczną
postuluje, iż zasięg występowania KZZZ wyznaczają nie tyle granice
administracyjne, co umysłowe. W związku z tym zalecają stosowanie tzw.
poszerzonego współczynnika pdb (ppdb), uwzględniającego raczej charakter
udziału konkretnego uczonego w przygotowaniu publikacji. Bierze się tu pod uwagę liczbę cytacji prac, których głównym i/lub korespondencyjnym
autorem jest diagnozowany badacz (G) oraz tych, w których odegrał on pomniejszą
rolę (P). Stosunek G/P, stanowiący wartość ppdb
interpretuje się analogicznie do zwykłego pdb.
Zaletą proponowanego rozwiązania jest to, że umożliwia ono skuteczną diagnozę
pozakliniczną wszystkich badaczy, a nie tylko tych mobilnych. Drugą, zupełnie
niespodziewaną zaletą ppdb jest
możliwość jego praktycznego wykorzystania dla oceny zdolności diagnozowanego do
kierowania zespołami lub pracami badawczymi. Badania Eleonory
Kwiatkowskiej-Korzeniowskiej (2012) wykazały, że wartości ppdb >= 1 stanowić mogą bardzo użyteczną wskazówkę przy
przyznawaniu grantów oraz stopni i tytułów naukowych.
Przedstawione
wyżej podejście, choć znajdujące zwolenników, spotyka się także z krytyką, a
jego ewentualne konsekwencje dla nauki w Polsce były już niejednokrotnie
zaciekle dyskutowane. Istota sporu sprowadza się w tym przypadku do bardzo
ostatnio aktualnego pytania: co ważniejsze – mobilność czy rozum ?
* W kontekście tej właśnie choroby
należałoby starannie przestudiować
pojawiające się w literaturze fachowej wzmianki o tzw. retrowirusie ziem podmokłych
zasiedlającym substancję szarą mózgu osobników zbyt długo eksponowanych na
zagranicę. Endemicznym źródłem wirusa są podobno skorki (szczypawki)
zamieszkujące dziuple starych wierzb. Ale mogą to być tylko plotki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz