środa, 7 listopada 2012

Antynomie ministerialnego rozumu (2)




W wysmażonej przez MNiSW  „Ustawie o zmianie ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym …..” znajdujemy takie oto sformułowania:

Art. 6. 1. 1) Uczelnia ma w szczególności prawo do prowadzenia badań naukowych i prac rozwojowych oraz określania ich kierunków.

Art. 111. 1. 2) Pracownicy naukowo-dydaktyczni są obowiązani prowadzić badania naukowe i prace rozwojowe, rozwijać twórczość naukową albo artystyczną.

W świetle powyższych regulacji bardzo interesująco przedstawiać się będzie sytuacja pracownika naukowo-dydaktycznego jakiejś wątpliwej jakości uczelni np. ekonomicznej niepublicznej, która nie skorzysta z prawa do prowadzenia badań naukowych i prac rozwojowych. Powinien popełnić seppuku czy zostać artystą ?
Niekoniecznie. Zapędzony w kozi róg pracownik może przecież, spełniając wymóg nałożony na niego przez Art.111.1.2 rozwijać twórczość naukową, ale bez prowadzenia badań naukowych ! Działalność tego typu ma już długą tradycję na wielu polskich uczelniach i może być dla poważnej osoby ze stopniem naukowym o wiele przyjemniejsza niż seppuku, że o malowaniu landszaftów czy komponowaniu sonat nie wspomnę.

wtorek, 6 listopada 2012

Wiadomości, Komentarze i Cytaty (2)

Mój "ulubiony" portal donosi, że zgodnie z nową świecką tradycją, nakłady na naukę w 2013 roku znów wzrastają nominalnie malejąc realnie [1].
Niektórych to oburza tak bardzo, że tracąc rozsądek żądają ni stąd ni zowąd skokowego i natychmiastowego zwiększenia nakładów [2]. Że też nikt nie wysuwał tego typu żądań przed kryzysem, kiedy było dość pieniędzy. Kompletny wygłup. 

Po co Polakom uniwersytety ?



Na pytanie postawione w tytule tak śmiało rząd nie znalazł jeszcze sensownej odpowiedzi. Zapatrywania różnych teoretyków, idealistów, pragmatyków i cyników, wyrażane w ramach ożywionej dyskusji w tej sprawie pełne są sprzeczności, a czasem nawet nie nadają się do przytoczenia. Generalnie jednak, poza nielicznymi wyjątkami [1][2] są niedorzeczne, ponieważ ich autorzy mają kłopot ze zrozumieniem słowa „uniwersytet”, i z tego powodu nie wiedzą o czym piszą. Niestety zaczyna przeważać opinia, że naczelnym zadaniem ogółu szkół wyższych w Polsce jest coś w rodzaju szkolenia zawodowego młodzieży, najlepiej takiego, by zaraz po opuszczeniu uczelni mogła spełnić nawet najbardziej wyszukane wymagania pracodawców, szczególnie nieumiejących wyszkolić sobie pracowników. Przebiła się ona do MNiSW i utkwiła w mózgach rezydującej tam szlachty, wywołując szkody w ministerialnych regulacjach. Pogląd tego typu, zastosowany w odniesieniu do uniwersytetów, w cywilizowanych krajach uznano by za dziwaczny, ponieważ odnosi się najwyraźniej do szkolnictwa zawodowego (zasadniczego, średniego, bądź wyższego) i z ideą uniwersytetu i jego znaczeniem w nowoczesnym społeczeństwie ma niewiele wspólnego.
Jakby tego było mało, niektórzy, zupełnie już wykolejeni, chcieliby z całego szkolnictwa wyższego zrobić coś w rodzaju zakładu usług edukacyjnych dla biznesu. Klasyczną ilustracją tego rodzaju dewiacji jest artykuł „Jak wyrugować socjalizm z polskich uczelni ?”, zamieszczony na portalu Biznes.pl. Według autora tego elaboratu uczelnie istnieją po to (i tylko po to), by robiły biznes, współpracowały z biznesem i kształciły młodzież tak, by dużo zarabiała i potrafiła działać w biznesie. Warto zauważyć, że w związku z tym uczelnie/wydziały kształcące np. nauczycieli bądź pielęgniarki są zbędne, ponieważ wykonywanie tych zawodów jest mało opłacalne. Całkowite kuriozum stanowią proponowane przez autora „rynkowe miary jakości polskich uczelni”, oceniające: 1) zarobki absolwentów, 2) liczbę absolwentów którzy założyli lub prowadzą firmy, 3) przychody prowadzonych przez absolwentów firm, 4) dane o współpracy uczelni z biznesem – wartość wdrożeń innowacji opracowanych na uczelni, wartość kontraktów na rzecz biznesu, wycena spółek spin-off które tworzą uczelnie. Najzabawniejsza wydaje się jednak w tym wszystkim pewność autora co do skuteczności proponowanych działań – Gdyby proponowane przeze mnie rynkowe miary jakości zastąpiły obecne socjalistyczne wskaźniki i gdyby finansowanie zostało oparte na tych miarach, wówczas byłaby szansa na radykalną poprawę jakości kształcenia i na szybszy rozwój gospodarczo-społeczny Polski – oświadcza z dumą.
 Większość niepublicznych szkół wyższych w Polsce funkcjonuje już od długiego czasu w myśl powyższych, niesocjalistycznych zasad (stanowią przedsięwzięcia biznesowe i kształcą kadry dla biznesu), dlatego też, jak wszystkim wiadomo, oferowana przez nie jakość kształcenia młodzieży nie ma sobie równych. Opinia, że coraz częściej spotykane przypadki rażącej niekompetencji, ewidentnych zaniedbań, głupoty lub braku samodzielnego myślenia w gospodarce mają jakiś związek z wejściem na rynek pracy wielkiej rzeszy absolwentów marketingu i zarządzania oraz innych tego typu kierunków w niepublicznych uczelniach, jest złośliwa. Tak samo jak sugestia, że gdy będziemy mieli kiedyś poprawnie funkcjonującą gospodarkę, zarządzaną przez prawdziwych menedżerów, to podobnie jak w Ameryce, Anglii i jeszcze kilku innych krajach, ukończenie (z dobrym wynikiem) dobrego uniwersytetu będzie gwarancją uzyskania ciekawej, wysoko opłacanej pracy. Oczywiście, jak absolwentowi nie będzie to odpowiadało, to założy sobie jakiś tam biznes.

sobota, 3 listopada 2012

Wiadomości, Komentarze i Cytaty (1)



Najbardziej odkrywcze doniesienia prasowe dotyczą, jak wiadomo, spraw zupełnie oczywistych, do których szerokiej publiczności nigdy nie udało by się dotrzeć wskutek samodzielnego rozumowania. To samo dotyczy elity narodu (różnego szczebla decydentów), u której występujące szczątkowo procesy rozumowe, rozcieńczane ideologią, nie mają żadnych szans na sforsowanie progu świadomości.
Do kategorii doniesień odkrywczych wspomnianego rodzaju należy opublikowany dziś w Gazecie Wyborczej artykuł pt. „Pusto wszędzie, biednie wszędzie” poświęcony fatalnej perspektywie finansowej stadionów wybudowanych na Euro 2012 [link]. Nie zajmowałbym się nim gdyby nie to, że przytoczone w nim dane stanowią kolejny dowód na istnienie specyficznego, polskiego wariantu Prawa Kampusa, szczegółowo opisanego już wcześniej na tym blogu [link]. Odnosi się ono, jak widać, nie tylko do inwestycji uczelnianych. Z powodzeniem opisuje także efekty ekonomiczne wielu innych przedsięwzięć inwestycyjnych w naszym kraju. Jak wielu, to się po dokładnym przeliczeniu jeszcze okaże.

piątek, 2 listopada 2012

Polskie Noble 21



Jednym z niepokojących objawów dyskryminacji polskich uczonych w świecie jest to, że od czasu Marii Skłodowskiej-Curie żaden z nich nie otrzymał Nagrody Nobla. Być może Komitet Noblowski doszedł do wniosku, że dwukrotnie nagradzając naszą uczoną (1903, 1911) wypełnił XX-wieczny limit nagród dla Polaków ? Wielka to szkoda, bowiem w ubiegłym wieku, szczególnie w okresie od zakończenia II Wojny Światowej do nadejścia Nowego Bałaganu w 1989 roku, mieliśmy co najmniej dwa zasługujące na Nobla osiągnięcia badawcze. Jednym z nich były pionierskie badania polskich uczonych nad inwazją pewnego chrząszcza, tak zaawansowane teoretycznie, że do dziś niezrozumiałe dla większości amerykańskich ekologów. Popularno-naukowe przedstawienie tego osiągnięcia znajdziecie tutaj:  


Drugim osiągnięciem było szczegółowe opisanie zasad funkcjonowania jednego ze ssaków krótkonogich – i to w czasie, gdy reszta uczonych głowiła się dopiero nad funkcjonowaniem jednokomórkowego pantofelka ! Choć zupełnie nieznane poza krajem, inspirowało przez lata nie tylko rzesze polskich anatomo-patologów, ale i artystów, czego dowodem może być poniższy film:

  
 Co było – minęło. Nie warto rozpaczać. W zawiązku z nadejściem XXI stulecia mamy jednak prawo wnioskować o dwie następne nagrody. Jedna z nich z pewnością należy się Aleksandrowi Wolszczanowi za odkrycie pierwszej planety poza naszym układem słonecznym. Co do drugiej, to do niedawna wydawało się, że może przepaść z braku innego, porównywalnego osiągnięcia.  Komitet Noblowski dokonał jednak w minionych latach tak głębokich zmian w kryteriach przyznawania Nagrody, że możemy z ufnością patrzeć w przyszłość. Zaszczytne Wyróżnienie mogło by być przyznane na przykład „uczonym polskim za przyszłe osiągnięcia naukowe”.  Przemawiają za tym następujące fakty: 1) Nagrodą Nobla uhonorowano ostatnio znacznie większą grupę, i to zupełnie przypadkowych osób, 2) Barack Obama też otrzymał tę nagrodę z wyprzedzeniem. Sprawa przedstawienia naszych życzeń w tym względzie jest, wbrew pozorom, paląca. Wiadomo przecież, że prawie każda z przyznanych Nagród Nobla wymagała wytrwałego, kilkudziesięcioletniego lobbingu.