Doktor Józef Wieczorek, od lat walczący (bez skutku) z patologiami polskiej nauki, opublikował na swoim blogu stanowczy protest przeciwko coraz wyraźniej zarysowującemu się monopolowi Obywateli Nauki w tym zakresie. Zarzuca ONym, że przechwycili jego pomysły, nie wspominając ani słowem o autorze. Don Kichot z la Polonii, uprawiający od lat szlachetną sztukę walki z wiatrakami, nie rozumie zupełnie dlaczego buntownicy, którzy wyroili się z zaatakowanych młynów, stali się pieszczochami ministerstwa i mediów, a on nie.
Klucz do rozwiązania tej zagadki nie jest wcale schowany gdzieś pod dywanem lub w innym ukrytym miejscu, lecz wisi na stronie internetowej Obywateli Nauki. Ruch, który reprezentują, był od początku dobrze zorganizowany i profesjonalnie obsługiwany, a zakres jego działań szeroki. Dało mu to już na starcie przewagę nad Don Kichotem i zapewniło monopol na konstruktywną krytykę obecnego systemu nauki (innej krytyki system nie toleruje). Powody tego stanu rzeczy mogą być różne: 1) pospolite ruszenie młodych humanistów wypracowało sobie dominującą pozycję bez zewnętrznej inspiracji i pomocy, 2) jest to inicjatywa oddolna sterowana odgórnie przez ministerialną szlachtę pragnącą ustanowić kontrolę nad buntującymi się poddanymi, 3) za ONymi od początku stoi jakiś budżet, a za budżetem sponsor spoza ministerialnego pałacu.
Niektóre pomysły ONych budzą wątpliwości, a większość ich działań ma na celu wspieranie ministerialnych inicjatyw (mama na uczelni, otwarty dostęp itp.) lub interesów polskiej humanistyki. Ponieważ te ostatnie zostały po części zaspokojone, aktywność Obywateli Nauki może się wkrótce zakończyć w sposób sugerowany przeze mnie wcześniej tutaj.
Niech się więc doktor Józef Wieczorek nie martwi, patologia w nauce pozostanie i będzie można z nią walczyć nadal.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz