Podobno wszyscy członkowie Komisji uciekli przed nawałem
pracy i odpowiedzialności, zaszyli się w instytutach lub innych chaszczach. Zamiast
dystyngowanego profesorskiego gwaru, słychać wszędzie szelest przewracanych kartek
i stukot komputerowych klawiatur. Biuralistki i sprzątaczki, w solidarnym
odruchu ratowania zalanej wnioskami instytucji, pracowicie poszukują w
papierach i komputerach recenzentów, by przydzielić ich do nieludzko spiętrzonych
postępowań. Jako osoby bez tytułu profesora, a więc odpowiedniego rozeznania w
świecie nauki, stosują głównie metodę „ślepego trafu” lub „powtórzenia”.
Pierwsza z nich polega na wyciąganiu nazwisk recenzentów z kapelusza (odziedziczonego podobno po premierze Cyrankiewiczu), druga zaś
na wybieraniu osób, które recenzowały nadesłane do CK rozprawy habilitacyjne.
Ta ostatnia procedura wydaje się wyjątkowo sprawiedliwa, bowiem recenzenci
rozprawy to najczęściej znajomi autorów. Z pewnością nie wyrządzą im krzywdy,
tym bardziej, że już pozytywnie odnieśli się do ich głównego osiągnięcia. Od
czasu do czasu, szczególnie po zmroku, do biura wślizguje się Pan
Przewodniczący i zatwierdza przygotowane wnioski, powołujące recenzentów. Ponieważ
zastosowane procedury wyłaniania recenzentów napawają go niesmakiem, nie chce przykładać
do nich ręki. Podpisy składa więc nogą. Sodoma Gomora.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz