piątek, 25 października 2013

SODOMAGOMORA

Skutki zamulenia CK, o którym pisałem, okazują się znacznie poważniejsze, niż można było przypuszczać. Dotykają nie tylko nauki, która w tym wszystkim nie jest przecież najważniejsza, ale i centralnego ośrodka decyzyjnego, bez którego państwo polskie istnieć nie może. Doniesienia, jakie otrzymujemy na temat opłakanego stanu, w jakim znalazła się Centralna Komisja są zatrważające.

Podobno wszyscy członkowie Komisji uciekli przed nawałem pracy i odpowiedzialności, zaszyli się w instytutach lub innych chaszczach. Zamiast dystyngowanego profesorskiego gwaru, słychać wszędzie szelest przewracanych kartek i stukot komputerowych klawiatur. Biuralistki i sprzątaczki, w solidarnym odruchu ratowania zalanej wnioskami instytucji, pracowicie poszukują w papierach i komputerach recenzentów, by przydzielić ich do nieludzko spiętrzonych postępowań. Jako osoby bez tytułu profesora, a więc odpowiedniego rozeznania w świecie nauki, stosują głównie metodę „ślepego trafu” lub „powtórzenia”. Pierwsza z nich polega na wyciąganiu nazwisk recenzentów z kapelusza (odziedziczonego podobno po premierze Cyrankiewiczu), druga zaś na wybieraniu osób, które recenzowały nadesłane do CK rozprawy habilitacyjne. Ta ostatnia procedura wydaje się wyjątkowo sprawiedliwa, bowiem recenzenci rozprawy to najczęściej znajomi autorów. Z pewnością nie wyrządzą im krzywdy, tym bardziej, że już pozytywnie odnieśli się do ich głównego osiągnięcia. Od czasu do czasu, szczególnie po zmroku, do biura wślizguje się Pan Przewodniczący i zatwierdza przygotowane wnioski, powołujące recenzentów. Ponieważ zastosowane procedury wyłaniania recenzentów napawają go niesmakiem, nie chce przykładać do nich ręki. Podpisy składa więc nogą. Sodoma Gomora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz