Na stronie MNiSW pojawił się raport Nauka w Polsce. Ta problematyczna publikacja stanowi wielce interesujący wykwit polityki informacyjnej uprawianej przez tą instytucję.
Na szczególną uwagę zasługuje wykres, stanowiący najlepszą znaną mi ilustrację metody, za pomocą której ministerialna szlachta próbuje (z dużym powodzeniem) robić wodę z mózgu uczonym i całej reszcie mniej lub bardziej przypadkowej publiczności:
Będąc przy zdrowych zmysłach, nie możemy uwierzyć, że wydatki na badania i rozwój w 2013 roku (i każdym następnym do 2016) będą czterokrotnie wyższe niż w roku 2012. Są to wprawdzie tylko wartości deklarowane, ale nawet polscy przedsiębiorcy miewają jakieś wyobrażenia o honorze, i one z pewnością nie pozwoliły by im aż tak bezczelnie kłamać. Należy więc przyjąć, że ostatni słupek przedstawia sumę dla lat 2013-2016. Innymi słowy, przeciętna wartość dla każdego z czterech lat, następujących po 2012 roku, to 1215,5. I jest to wartość niższa niż w roku 2012.
Tak prymitywnie zmanipulowany sposób przedstawiania danych, sugerujący wzrost tam, gdzie go nie ma, stanowi z całą pewnością emanację ducha panującego w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego RP. Po odkłamaniu, wykres może różnie wyglądać, ale żadna z jego wersji nie będzie wskazywać na specjalne zainteresowanie polskich przedsiębiorców inwestowaniem w badania i rozwój po 2012 r.:
Sporządzając jeden z poprzednich wpisów, komentujący karygodną skłonność ministerstwa do dopuszczania rodzimego biznesu do współdecydowania o polskiej nauce i szkolnictwie wyższym przypuszczałem, że wynika ona po prostu z głupoty rezydujących tam urzędasów. Sądziłem, że uwierzyli oni jakimś obietnicom przedsiębiorców, dającym nadzieję na zwiększenie nakładów, w zamian za wpływ na naukę i programy studiów. Wydaje się jednak, że Ministerstwo postanowiło to zrobić zupełnie bezinteresownie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz