Prace koncepcyjne nad polepszeniem polskiej nauki i innowacyjności owocują różnymi programami mającymi pobudzić naukową młodzież do dokonywania odkryć i wynalazków o jakich nie śniło się jej starszym kolegom. Wspierają się one na przekonaniu, że wszystko co dzieje się w Polsce jest do dupy, a zdolni Polacy nie są w stanie osiągnąć w nauce i innowacjach niczego przełomowego bez zewnętrznego wsparcia, to znaczy bez wyjazdu za granicę lub przynajmniej przeszkolenia przez osoby które spędziły jakiś czas na pobieraniu nauk w renomowanych ośrodkach światowych. Według MNiSW młodzi ludzie którzy będą poddani tego typu tresurze staną się awangardą polskiej nauki, zaś ci, którzy ją mają za sobą już nią są. Nie dziwi więc, że sami zainteresowani też już niczego poza funduszami na wyjazd za granicę od ministerstwa nie oczekują.
W ramach obowiązującego paradygmatu ministerstwo wdrożyło kolejne działanie, proponując oryginalny program szkoleniowo-mentoringowy TopMinds. Jego cele to:
- przygotowanie uczestników do podejmowania wyzwań i odnalezienia własnej ścieżki do realizacji celów zawodowych,
- rozwijanie kompetencji interpersonalnych i budowanie postaw proaktywnych,
- wzmocnienie poczucia wartości zawodowej i osobistej,
- nawiązanie relacji i rozwinięcie sieci kontaktów.
Wymienione cele mogą być przez aspirantów osiągnięte bez konieczności zagranicznych wojaży dzięki pomocy wcześniej przeszkolonej awangardy. Jest to pocieszające, bo świadczy o tym, że awangarda jest już u nas liczna i skłonna do reprodukcji. Wśród mentorów programu znajdujemy wyłącznie stypendystów Fundacji Fulbrighta i beneficjentów programu Top 500 Innowators, zaokrętowanych w nauce lub biznesie. Od powyższego profilu zawodowego odstaje tylko pani działająca w artystycznej fundacji Bęc Zmiana. Ale i ona była stypendystką Fulbrighta. Studiując stronę tej artystycznej fundacji, można przypuszczać, że oddelegowana została do mentoringu w celu przeprowadzenia duchowej bęc zmiany u uczestników programu. Bez takiej bęc zmiany żadnego skutecznie działającego top minda wyhodować się nie da.
Przytoczone wyżej cele programu są uniwersalne w stopniu absolutnym, co może mieć duże znaczenie dla pragnących zarobić nieco grosza trenerów i mentorów. Można je bowiem bez jakichkolwiek zmian realizować wszędzie, gdzie znajdą się pracownicy jakoś tam zaburzeni i pogubieni, pozbawieni poczucia wartości bądź wystarczająco nowoczesnego światopoglądu, jednym słowem wymagający psychologicznego wsparcia. Na przykład w banku, w sieci handlowej Tesco lub w kuratorium oświaty.
W sumie nic nie szkodzi, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego skierowało program TopMinds akurat do "studentów i doktorantów polskich uczelni, którzy wiążą swą przyszłość zawodową z nauką, biznesem czy też administracją publiczną". Program jest bowiem rozwojowy i stanowi cenną innowację społeczną. Przed skierowaniem go do szerszego stosowania proponował bym jednak dokooptować choć jednego mentora nie zaliczającego się do grona stypendystów Fundacji Fulbrighta i programu Top 500 Innowators. Pozwoliło by to uniknąć podejrzeń o zawężanie i ograniczanie. Mógłby to być na przykład Mateusz Grzesiak, stypendysta Uniwersytetu Reńskiego Fryderyka Wilhelma w Bonn, który nauczył by aspirantów jak wyleczyć polipa siłą woli. W sumie bardzo przydatna umiejętność, przygotowująca do podejmowania jeszcze większych wyzwań i wzmacniająca poczucie wartości osobistej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz