Nawiązuje on bezpośrednio do zagadnień poruszonych przeze mnie w dwóch ostatnich wpisach. Ponieważ uważam go za ważny głos w debacie na temat pokrętnej polityki naukowej forsowanej od dłuższego czasu przez ludzi nieuleczalnie chorych na punktozę, pozbawionych umiejętności uczenia się na własnych błędach, pozwalam sobie przytoczyć jego obszerne fragmenty:
"Praprzyczyną
braku innowacyjności są zasady finansowania badań naukowych w jednostkach
naukowych. To one zapoczątkowują całą kaskadę działań organizatorów nauki w
jednostkach, które przekładają się na zachowania naukowców, a one składają się
na końcowy rezultat, którym jest innowacyjność albo jej brak. Podobnie jest
przy awansach naukowych i zawodowych. Dopóki wartość „IF-ów” będzie ważniejsza
od tematyki badawczej, dopóty naukowcy będą zmuszeni do podejmowania starań o
samo autorstwo w publikacji, a nie o innowacyjną treść badań, będących
przedmiotem tych publikacji.
Obecne
zasady pod pozorem obiektywizmu zmuszają naukowców do zdobywania punktów, a nie
do odkrywania nowego. System, w którym czasopismo jest ważniejsze od treści
publikowanych badań naukowych, wyklucza podejmowanie przemyślanych, ale
ryzykownych tematów, a tylko takie dają szansę na dynamiczny rozwój nauki,
czyli na nowe odkrycia lub innowacyjne rozwiązanie problemu.
Procedury
wybierania projektów badawczych do finansowania, prowadzone przez NCN i NCBiR,
mają wyłaniać najlepsze projekty. Dzisiaj wiele tych procedur konkursowych
zawiera jedynie pozory obiektywizmu i zamiast zachęcać do udziału skutecznie do
tego zniechęcają.
W konkursach
o finansowanie badań powinno się oceniać wyłącznie pomysł, czyli zawartość
merytoryczną projektu badań. Wszystkie inne parametry, które dzisiaj de facto decydują
o przyznaniu środków, np. „dorobek naukowy kierownika lub zespołu”, są
szkodliwe dla przyszłości nauki, gdyż stabilizują istniejący, swoisty układ zamknięty
w nauce."
Jak się z listu farmakologów dowiadujemy, wskutek tej polityki "przed 1989 rokiem wprowadzono 9 polskich, oryginalnych, tzn. innowacyjnych leków, zaś po 1989 roku ani jednego."
Autorzy najwyraźniej nie rozumieją, że ich biadolenia są pozbawione sensu, ponieważ rola długoletnich badań w wynajdywaniu nowych leków jest mocno przereklamowana. Obecnie kosztowne zabawy polskich farmakologów zastąpione będą tańszymi i skuteczniejszymi przebłyskami geniuszu u licealistów. Czyżby podpisujący się pod listem przedstawiciele nauki instytucjonalnej nie wiedzieli, że nasza zdolna młodzież znalazła już leki na największe plagi nękające ludzkość, tzn. na chorobę Alzheimera i raka ? A może wiedzą, ale udają że nie wiedzą, by nadal wyciągać od podatników fundusze na niepotrzebne już badania ?
No i kiedy ten lek na Alzheimera będzie wreszcie dostępny w aptece ? Bo jestem bardzo zainteresowany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz