środa, 1 lutego 2017

RANKINGI NAUKOWE I CIEKAWOSTKA PSYCHIATRYCZNA - POST SCRIPTUM

Jeden z kolegów, po przeczytaniu poprzedniego wpisu, nie mógł się nadziwić, że śmiem wątpić w projakościowy charakter konkursowego systemu podziału funduszy na badania. Jego rozumowanie szło w tą stronę, że system konkursowy rodzi wyższą jakość automatycznie i że wiedzą o tym wszyscy poza mną. A poza tym wspomniany system sprawdził się w wielu krajach. W celu rozluźnienia atmosfery, jaka się między nami wytworzyła, a także wspięcia się na wyższy poziom uogólnienia spytałem go, dlaczego w takim razie liczne konkursy literackie w naszym kraju wyłaniają laureatów, których dzieła zupełnie nie nadają się do czytania. Niestety, nie zrozumiał o co mi chodzi i rozstaliśmy się chłodno.

A przecież wydaje się oczywiste, że system konkursowy sam w sobie nie jest ani zły, ani dobry. Jego wdrożenie w miejsce innego systemu nie prowadzi wcale do automatycznego podwyższenia jakości, jak nam się to próbuje wmówić. To są jakieś rozpowszechniane wśród prostego ludu mrzonki. Wyobraźmy tylko sobie system w którym konkursy są ustawiane albo w którym dokooptowani do niego eksperci nie mają pojęcia o swojej robocie. W obu przypadkach konkurs jest, a podwyższenia jakości nie ma i nie będzie (może natomiast dojść do jej obniżenia). Jest chyba sprawą oczywistą, że system konkursowy, aby mógł promować jakość, musi spełniać określone kryteria. Nasz najwyraźniej ich nie spełnia z obydwu wymienionych wyżej powodów na raz. 

Tak więc rozważania o wyższości systemu konkursowego nad systemem przyznawania dotacji (DS) bez odniesienia do lokalnych realiów przypomina rozważania pewnego "profesora" o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia. W systemie krajowym zarówno ustawianie konkursów jak i niska jakość ekspertów różnych paneli przyznających granty jest faktem. Konsekwencją upowszechnienia konkursów jest obniżenie jakości publikacji naukowych i niezrozumiały dla większości ludzi spadek pozycji polskiej nauki i polskich uniwersytetów w międzynarodowych rankingach. Osobną sprawą są skromne możliwości finansowe naszego państwa, które jednak nie zmieniły się na gorsze w ciągu ostatnich 20-tu lat*.

Popuszczając wodze fantazji, możemy sobie nawet wyobrazić, że zjawisko ustawiania konkursów stopniowo będzie eliminowane wskutek nacisków/protestów środowiska naukowego i właściwego nadzoru. Skąd jednak weźmiemy kompetentnych ekspertów ? Wystarczy zapoznać się z ich ocenami (w szczególności na wstępnym etapie, na którym eliminowana jest większość projektów) by przekonać się, że merytoryka jest ich najsłabszą stroną, a głównym kryterium, na podstawie którego podejmują decyzje są punkty i impakt faktory (punktoza). Przecież punkty potrafi zliczyć byle gamoń po podstawówce, żadni eksperci nie są do tego potrzebni. Budzi to podejrzenie, że powoływani przez NCN i NCBiR specjaliści zostali wystrugani z banana przez nie wiadomo kogo. Dopóki nie dowiemy się, kim jest ten anonimowy artysta (jest to oczywiście podmiot zbiorowy**) w celu wykopania go na aut, nic z ulepszania polskiej nauki przez poszerzanie systemu grantowego nie będzie. No poza tym, że potrzebnych będzie coraz więcej ekspertów, których ów artysta z rzeczonego banana lub innego miękkiego materiału z łatwością sobie dostruga. 

* ta sprawa wymaga jednak osobnego omówienia
** rodzaj podmiotu lirycznego, który wypowiada się w imieniu jakiejś zbiorowości (narodu, grupy społecznej, pokolenia), w omawianym przypadku w imieniu polskich uczonych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz