piątek, 24 kwietnia 2015

PRZYJEZDNI GENIUSZE I POLITYKA PAŃSTWOWA

Oczywiście to, co napisałem w poprzednim poście, to znaczy że polityka równościowa nie przyciągnie do krajowych uczelni wartościowych badaczy, oraz to, że skuteczna w tym względzie byłaby strategia odwrotna, nie pozostaje tajemnicą nawet dla ministerialnych mądrali. Odtrąbiona przez nich polityka równego traktowania pełnić ma funkcję ogłupiającą bezwartościowy bentos zasiedlający rejony przydenne, czyli polskie uczelnie.

Dla niesionych nurtami światowej nauki przygotowano ofertę specjalną, w kwocie 4050 euro miesięcznie. W celu lepszego zanęcenia, napływający z zagranicy otrzymają jeszcze dodatkowo 300 euro z tytułu zmiany zamieszkania oraz następne 300 dodatku rodzinnego. Specjalną ofertę dla nich przygotował także NCN, który w ramach pięknie brzmiącego programu POLONEZ przekaże goszczącej ich jednostce 100 procent na realizację ich projektów, dodatkowo pokrywając koszty pośrednie związane z realizacją. W segmencie wynagrodzenia nie jest to wcale przesada, a jedynie spełnienie postulatu równego traktowania naukowców w Europie, gdzie uczelniany plankton zarabia podobnie. Niestety, grube ryby światowej nauki wyciągają ze swojej działalności znacznie więcej, więc się raczej nie skuszą. Przesadę stanowi natomiast inicjatywa NCN, bowiem wartościowi uczeni (a takich przecież chcemy przyciągać) potrafią powalczyć o granty europejskie sami. 

Nie trzeba być jasnowidzem, by przewidzieć, że głównymi beneficjentami oświeconego programu będą młodzi polscy uczeni po stażach w dobrych zagranicznych ośrodkach (podczas których mieli szczęście być przypadkiem współautorami jakiś ważnych prac), nie mający szans dalszego tam zatrudnienia ani zdobycia europejskiego grantu, najczęściej nie mający też powalających z nóg pomysłów. Z braku laku przyjadą do Polski i będą próbowali jakoś przeżyć za te 4000 euro (plus dodatki) w atmosferze jątrzącej zawiści ze strony zarabiających 1000 euro kolegów.  

Budowany z mozołem Zaściankowy System Wyrzucania Pieniędzy na Przyjeżdżających z Zagranicy (ZSWPPZ) nie przyniesie niczego dobrego. Po pierwsze, nie przyciągnie liczących się badaczy, po drugie pogłębi frustrację uczonych krajowych, szczególnie tych, którzy mogą pochwalić się poważnymi osiągnięciami. Wbrew pozorom, mamy takich ludzi i należałoby o nich zadbać. Wystarczyłoby prawdziwe zróżnicowanie wynagrodzeń na uczelniach, takie, by najlepsi, wykazujący się istotnymi osiągnięciami na miejscu (bez względu na to, czy przyjechali z jakiejś zagranicy, czy nie) też mieli szansę zarabiać 4000 euro. Z niezrozumiałych jednak względów, dysponujący budżetem na naukę dostali jakiegoś fioła na punkcie młodych i przyjeżdżających z zagranicy, uważając ich za wyjątkowo godnych wsparcia. Dla nikogo w miarę zorientowanego w polskiej nauce nie jest jednak tajemnicą, że sukcesy naszych młodych badaczy za granicą nie stanowią żadnej gwarancji ich sukcesów w kraju. Wystarczy zaglądnąć do Scopusa lub innej tego typu bazy, by znaleźć całą masę polskich uczonych, którzy nie sprawdzili się w ojczyźnie, mimo iż w młodości, podczas pobytu na zagranicznym stażu, bardzo dobrze się zapowiadali. Najważniejsze i najbardziej cytowane ich prace to te, które opublikowali w tym właśnie okresie. Ich dalsza kariera polegała na kontynuacji zaszczepionej im za granicą tematyki i wykorzystaniu nawiązanych tam znajomości, dzięki którym od czasu do czasu publikowali jeszcze jakieś zauważalne wyniki. Ich próby wybicia się na samodzielność, budowania własnej oryginalnej tematyki i konstruowania zespołów badawczych były już znacznie mniej udane. 
Może zresztą w tym wszystkim nie chodzi o wyżej wymienione duperele, ale o to, co pięknie sformułował prof. Jerzy Duszyński w PAU-zie Akademickiej:


A my tu się zastanawiamy nad polityką naukową państwa, jak by było nad czym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz