wtorek, 7 października 2014

PRZYCZAJONY TYGRYS, UKRYTY SMOK

Ponieważ właśnie minął rok od od kiedy zaczęły bezwzględnie obowiązywać nowe przepisy w sprawie nadawania stopni i tytułów naukowych, warto spojrzeć na stronę CK, by zorientować się, jak to teraz wygląda.  Szczególnie interesujące wydaje się porównanie liczby złożonych wniosków o przyznanie stopnia doktora habilitowanego i tytułu profesora. Okazuje się, że jak na razie, we wszystkich dziedzinach toczą się liczne postępowania habilitacyjne, natomiast w większości dziedzin brak chętnych do uzyskania tytułu profesora. Na wystąpienie o tytuł zdecydowało się jak na razie tylko dziesięć osób, reprezentujących jedynie 6 spośród 22 dziedzin nauk i sztuk wszelakich. 

Biorąc pod uwagę masę przechodzących co roku na emeryturę profesorów można przewidzieć, że liczba osób obdarzonych tym dostojnym tytułem będzie asymptotycznie zdążała do zera.
Hurtowa produkcja profesorów w okresie poprzedzającym wejście w życie nowych reguł postępowania z pewnością nie zapobiegnie tej katastrofie. Przyczyną nagłego zaniku ambicji u osób mogących pretendować do tytułu są nierealistyczne wymagania sformułowane przez gnieżdżących się w ministerstwie luminarzy nauki, którzy wskutek wytężonej pracy mózgu zupełnie utracili kontakt z rzeczywistością.
Oczywiście, jak we wszystkich innych przypadkach objętych tzw. reformą nauki, ministerialni stratedzy nie potrafili przewidzieć skutków swojego postępowania. Nie wykluczone, że w ich zakutych łbach lęgnie się już podejrzenie, że coś sknocili i trzeba będzie to jakoś poprawić. W najbliższym czasie będą w ukryciu rozmyślać nad złagodzeniem wymagań wobec potencjalnych pretendentów do tytułu profesora. Ci ostatni czekają więc w przyczajeniu i - póki co - nie mają zamiaru się wychylać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz