"Diamentowe granty", z wielkim szumem wprowadzone przez MNiSW, mające ułatwić i przyspieszyć młodym, wybitnie uzdolnionym studentom rozpoczęcie pracy naukowej, są niewątpliwie interesująca inicjatywą. Beneficjenci uzyskują wcale niemałe (jak na polskie standardy) pieniądze na badania, także nie najmniejsze honoraria i do tego mają być poza kolejnością przyjmowani na studia doktoranckie. Osoby tak bogato wyposażone przez naturę i ministerstwo powinny wykazać się - co chyba jest dla wszystkich zrozumiałe - ponadprzeciętnymi osiągnięciami naukowymi.
W związku z tym dosyć dziwne wydaje się, że w zapowiedzianej przez MNiSW nowelizacji ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym (omówienie tutaj), która stwierdza:
wymóg ten nie ma obowiązywać laureatów diamentowych grantów !
Tak więc wobec osób, które nie pretendowały do miana aż tak wybitnych, i w dodatku nie miały najczęściej zapewnionych z góry funduszy na badania, wymogi są wyższe. O co tu może chodzić ? Może o to, że ministerstwo sądzi, że ten cały program to pic na wodę, i przyspieszeni za pomocą publicznych funduszy młodzi zdolni nie będą w stanie konkurować z normalnymi doktorantami ? O publikację trudno, a pracę doktorską jakoś się (z pomocą zmotywowanego grantowym wyróżnieniem promotora) napisze. No i za jakiś czas będzie można ogłosić sukces następnego ministerialnego programu.
I w ten sposób młodzi zdolni uzyskają od ministerstwa jeszcze jeden przywilej - świętych krów.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz