Nieboracy skupieni w MNiSW nie są w stanie przewidzieć konsekwencji, szkód i zamieszania jakie wywołują za każdym razem, gdy coś im się zachce uregulować za pomocą ustawy lub zarządzenia.
Regulacje wspierające wydumaną przez nich reformę przewidują m.in. konieczność wskazania przez CK rady naukowej bezwzględnie zobowiązanej do przeprowadzenia postępowania w sprawie stopnia lub tytułu (w przypadku, gdy wniosek był już wcześniej odrzucony).
Jeden z wielu pociesznych skutków ubocznych tego genialnego rozwiązania może objawić się np. wtedy, gdy rada naukowa instytucji macierzystej kandydata odrzuci jego wniosek i nie przejawi chęci finansowania jego ambitnych planów, a CK zmusi jakąś inną, obcą radę do przeprowadzenia kosztownej procedury. Niektóre uczelnie mogą w ten sposób, odrzucając słabszych kandydatów, pozbywać się nie tylko kłopotów, ale i kosztów.
Nic więc dziwnego, że wrabiane w ten sposób rady naukowe chcą się bronić - np. przerzucając koszty na poddanych procedurze delikwentów. Nie muszę dodawać, że wysmażone przez MNiSW przepisy jak zwykle niczego sensownego w tej sprawie nie mówią, więc każdy interpretuje je po swojemu. Na stronie CK znajdujemy np. coś takiego:
A na stronie ministerstwa coś innego:
Ministerialna szlachta wie jednak, że narobiła dziadostwa, i próbuje naleźć jakieś wyjście z sytuacji za pomocą bełkotu prawnego:
Bełkot wykorzystuje trudne słowo "faktyczny", które wydaje się ministerialnym interpretatorom prawa wspaniałym narzędziem maskującym spartaczone regulacje (w których zresztą w przytaczanym kontekście słowo to nie występuje).
Krytyczna interpretacja bełkotu jest następująca: koszty faktycznie ponoszone, to te, które ponosi jednostka przeprowadzająca całą procedurę (trudno się z tym nie zgodzić, no nie?). Po przerzuceniu wszystkich możliwych kosztów na kogokolwiek, jednostka organizacyjna żadnych kosztów faktycznie nie ponosi. Co za tym idzie, problemu nie było i nie ma.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz