Każdy nauczyciel akademicki zalewany jest ostatnio e-mailowymi ofertami takich szkoleń, ale większość traktuje je jako spam. Okazuje się, że nie biorąc udziału w tych oświatowo-wychowawczych imprezach utraciliśmy mnóstwo zabawy i pozbawiliśmy się możliwości ciekawych przemyśleń własnych. Na szczęście przemyślenia pani Zimniak-Hałajko w jakimś stopniu wetują tą stratę. Rzeczowa analiza tych wszystkich pseudo-szkoleń obnaża debilizm, o jakim nie śniło się do tej pory badaczom głupoty w Polsce, ponieważ zajmowali się głupotą zwykłą, a ta jest w wersji turbo. Uważam, że dla każdego kto ma jakieś wątpliwości w tej sprawie jest to lektura obowiązkowa. Dla zachęty kilka cytatów:
Podsumowując: tak właśnie głupi Jaś z jakiejś tam korporacji wyobraża sobie nauczanie akademickie. Już widzę całe tłumy bolońskich przeszkoleńców wysiadujących lub nawet chodzących po stołach w czasie wykładów, na których nie mają właściwie nic mądrego do powiedzenia. Zachwyceni studenci rzucają do nich samolocikami, kulkami z papieru lub niezapisanymi kartkami (nie było nic ciekawego do zapisania). Ci, którzy rzucają kartkami dostają piątki, bo zachowali się kreatywnie.
A teraz coś, co niektórym może wydać się mniej zabawne, mnie jednak rozśmieszyło najbardziej:
I pomyśleć, że wszystkie te brewerie odbyły się na Uniwersytecie Warszawskim. Brawo !





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz