Wśród wielu pomysłów ministerialnej szlachty ostatnio ważne
miejsce zajmuje dzielenie uczelni na te o profilu akademickim i
zawodowym. Szkoły o profilu zawodowym będą zobowiązane do zorganizowania
studentom trzymiesięcznych praktyk [1, 2]. Dawno temu w PRL-u praktyki zawodowe
uczniów/studentów były dość rozpowszechnione. Wrobione w nie socjalistyczne przedsiębiorstwa
broniły się wtedy jak mogły przed praktykantami, bo generowali dodatkowe koszty,
wymagali obsługi i wprowadzali zamęt. Oczywiście teraz będzie zupełnie inaczej.
Kapitalistyczne podmioty gospodarcze z chęcią przyjmą dowolną liczbę studentów.
Z całą pewnością też wyłożą odpowiednie pieniądze i znajdą pracowników, którzy
zajmą się młodymi ludźmi i nauczą ich czego trzeba. Nauczona czego trzeba
młodzież będzie miała wymagane przez przedsiębiorców kwalifikacje i znajdzie
zatrudnienie.
Tylko wyjątkowo złośliwi ludzie mogą twierdzić, że polscy
przedsiębiorcy nie wyłożą pieniędzy na szkolenia, nie znajdą pracowników,
którzy przez trzy miesiące w roku będą zajmowali się studiującą młodzieżą, nie
nauczą jej czego trzeba i – co najważniejsze – nie zaoferują wyszkolonej przez
siebie młodzieży upragnionej przez nią pracy.
W mojej opinii najbardziej prawdopodobny jest wariant następujący:
pieniądze na praktyki się znajdą w MNiSW lub na uczelniach, a przedsiębiorcy z
chęcią je przyjmą, unikając jednak większego zaangażowania pracowników w
szkolenie młodzieży. Młodzi ludzie zostaną zatrudnieni przy wykonywaniu prac
nieskomplikowanych, i niekoniecznie nauczą się czego trzeba. Nie znajdą w
związku z tym łatwo zatrudnienia, ale będą zadowoleni dodatkowym punktem w CV. Część
przedsiębiorców być może nawet na tym zarobi.
Jest to wariant optymistyczny, zakłada bowiem ewentualny zysk po
stronie przedsiębiorcy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz