niedziela, 30 czerwca 2013

SPRZĘŻENIE ZWROTNE UJEMNE


Nauka jest, jak wiadomo, bardzo ważna. Umożliwia rozwój ludzkości, zapewnia dobrobyt, konkurencyjność i postęp cywilizacyjny społeczeństwom które ją rozwijają, i takie tam. O wszystkim tym rządzący powojenną Polską podobno wiedzieli – każdy (od Gomułki poczynając, na Tusku kończąc) zapewniał nas, że rozwój nauki jest priorytetem dla jego rządu. Gdyby same zapewnienia wystarczały, bylibyśmy już od dawna światową potęgą w tej dziedzinie.

Po obaleniu komunizmu, przez krótką chwilę wydawało się, że odświeżona klasa rządząca chce rzeczywiście coś w tym kierunku zrobić. Powołanie KBN, otwarcie na świat i stosunkowo niewielkie pieniądze, wyskrobane z prywatyzacji uruchomiły nieco rezerw tkwiących jeszcze w polskiej nauce. W latach 90-tych zanotowaliśmy więc ograniczony postęp, który wymagał jednak następnych działań, które oczywiście nie nastąpiły. Zamiast nich pojawiły się kolejno: nadmierne obciążenia dydaktyczne, chorobliwy rozrost biurokracji oraz zbyt wygórowane oczekiwania władz. Polscy uczeni, finansowo upośledzeni w porównaniu nie tylko ze swoimi kolegami z Europy Zachodniej, ale i z kolegami z Czech czy też Turcji (gdzie płaca profesora jest ok. 3 razy wyższa niż u nas), mieli – wedle oczekiwań rządzących – tworzyć nad Wisłą naukę na najwyższym światowym poziomie. Zanim opóźniona w rozwoju władza zorientowała się, że bez odpowiedniego wynagradzania uczonych nie jest to możliwe, czas koniunktury minął i nadszedł kryzys. Wraz z nim pojawiła się świadomość, że bez dobrze funkcjonującej nauki przegramy międzynarodowy wyścig i będzie po zawodach. W rezultacie postanowiono wypłacić uczonym rozłożony na trzy raty dodatek inflacyjny, nazwany nie wiadomo czemu podwyżką. Ponieważ ograniczono im równocześnie zwolnienia podatkowe z tytułu 50% kosztów uzyskania przychodu, dobrze będzie, jeśli – średnio rzecz biorąc – utrzymają dochody na dotychczasowym poziomie. Skuteczność, a raczej nieskuteczność owej „podwyżki” łatwo przewidzieć. Nie wywoła ona niczego poza rozdrażnieniem [1, 2, 3].

Ponieważ pieniędzy na prawdziwą podwyżkę nie ma i nie będzie z powodu pogłębiającego się załamania gospodarczego, to grozi nam, że kiepsko nagradzani uczeni nie wprowadzą polskiej nauki do światowej czołówki, co pozbawi nas szans na wzrost innowacyjności i konkurencyjności, koniecznych dla wyjścia z załamania gospodarczego, które to wyjście umożliwiłoby pojawienie się pieniędzy na podwyżkę dla uczonych, którzy zmotywowani podwyżką wydźwignęliby naukę i całą resztę z tego załamania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz