W raporcie Ministerstwa Gospodarki pt. Przedsiębiorczość w Polsce znaleźć można wiele słów na temat konieczności poprawy innowacyjności polskich przedsiębiorstw, zwiększenia nakładów na działalność badawczo-rozwojową (B+R) itp.
Konieczność ta, jak możemy się domyśleć, wynika nie tyle z troski ministerstwa o przyszłość rodzimej gospodarki, co z wymogów Unii Europejskiej, którym, chcąc nie chcąc, musimy ulec. Niektóre przytoczone w raporcie dane pozwalają zrozumieć filozoficzno-finansowe podłoże działalności ministerstwa i polskich przedsiębiorców w tym kierunku. Dla pełnego zrozumienia wystarczą dwa cytaty:
Wynika z nich, że:
1) część polskich przedsiębiorców potrafi prowadzić działalność innowacyjną bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów z tego tytułu,
2) podmiotem ponoszącym największe koszty na działalność badawczo-rozwojową, mającą poprawić konkurencyjność przedsiębiorstw i gospodarki nie są najbardziej nią zainteresowani (a więc przedsiębiorcy i Ministerstwo Gospodarki), lecz szkolnictwo wyższe (konkretnie: MNiSW). Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, ponieważ przyczyna tego stanu rzeczy została już rozpoznana.
Interesujące są też dane, dotyczące nakładów na tzw. "akademickie inkubatory przedsiębiorczości"
Zdumienie ogarnia, że za marne dwieście tysięcy rocznie ministerialna szlachta zamierza rozwijać przedsiębiorczość wśród młodzieży akademickiej, aktywizować i podnosić jej kwalifikacje zawodowe, i jakby tego było mało, zapewnić młodym przedsiębiorcom pomoc w zakładaniu biznesu.
I to wszystko w skali całego, wcale nie najmniejszego europejskiego kraju. No i ten cały szum, jaki wokół inkubatorów robią uczelnie i MNiSW, a nawet Ministerstwo Gospodarki .......



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz