Jak wszystkim wiadomo, nauki prawne praktycznie w Polsce nie
istnieją, mimo iż posiadają w swoich zasobach wielu tytularnych profesorów i całą
masę uniwersyteckiej drobnicy. Wykształceni przez tych uczelnianych mądrali
adwokaci, sędziowie i prokuratorzy nie potrafią w ogóle nic, co też nie jest
dla nikogo, kto zetknął się z polskim wymiarem sprawiedliwości lub
doniesieniami na temat jego funkcjonowania, żadną tajemnicą. Naukowa mizeria
luminarzy polskiego prawa, chętnie zatrudnianych w charakterze konsultantów i
opiniodawców przez administrację państwową przy opracowywaniu ustaw i przepisów
powoduje, że dokumenty te, obarczone są takimi wadami, że w ogóle nie nadają się do użytku.
Na szczęście, w ostatnich dniach polskie prawodawstwo doznało oszałamiającego postępu, który odbył się, co może zdumiewać, poza centrami myśli
akademickiej. W uzasadnieniu wyroku w sprawie pacyfikacji protestu robotników
na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. sędzia najzwyklejszego Sądu Okręgowego w Warszawie,
którego nie waham się nazwać geniuszem, przedstawił absolutnie nowatorską
definicję czynu zwanego pobiciem,
stwierdzając, że „sprawca wziął udział
w pobiciu, polegającym na oddaniu strzałów z broni palnej”.
źródło: TVN 24
Stwierdzenie to powinno zainspirować akademickich teoretyków prawa do podjęcia wysiłków w kierunku dopracowania tej jak na razie przednaukowej koncepcji. Ze względu na swą oryginalność mogłaby ona zadziwić świat, co oczywiście skutkowało by wzrostem prestiżu polskich nauk prawnych na arenie międzynarodowej i wyjściem Polski z prawnego zaścianka, w którym się aktualnie znajduje.
Apeluję więc do wszystkich profesorów prawa, by odłożyli na bok
zajęcia związane z bezsensownym opracowywaniem ustaw, przepisów i regulacji, a nawet zaniechali
na chwilę prywatnej działalności prawniczo-dochodowej i zajęli się tym
zagadnieniem. Chwała związana z opracowaniem rewolucyjnej koncepcji pobicia może sięgnąć Nobla. Lub IG Nobla. Bez
różnicy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz