Najbardziej przenikliwi analitycy polskiego rynku edukacyjnego od dawna podejrzewali, że płatne studia zaoczne (a w zasadzie wszelkie płatne studia w Polsce), na które przyjmowano kandydatów bez stawiania im specjalnych (czyli jakichkolwiek poza zaliczeniem matury) wymagań, to studia drugiej kategorii. Podejrzewali także, że przeznaczone są one dla młodzieży niekoniecznie najlepiej wykształconej na poprzednich etapach edukacyjnych, a nawet, być może, potrzebującej odpowiedniego dostosowania (czytaj: obniżenia) poziomu studiów.
Oczywiście osoby mniej przenikliwe, a może po prostu słabiej rozgarnięte (czyli przeważająca część społeczeństwa) nawet nie przeczuwały czegoś takiego ! Od dawna brakowało też oficjalnego stanowiska w tej sprawie, co wzmagało zamieszanie.
Cieszy więc pierwsza próba naświetlenia tej sprawy przez Ministerstwo:
Wyraźnie z tego wynika, że istnieje jednak różnica pomiędzy kierunkami dziennymi (na które powinno przyjmować się tylko najlepszych), a wszystkimi innymi.
Skoro jednak nieprzemyślany wzrost na kierunkach dziennych nie jest dobry dla poziomu studiów w Polsce, to czemu przez tyle lat pobudzano go na wszelkie możliwe sposoby?
No i skąd to przypuszczenie, że obniżenie poziomu studiów dziennych nie jest dobre dla samych studentów? Doświadczenia ich starszych kolegów magistrów na polskim rynku pracy są takie, że poziom studiów nie ma większego wpływu na zatrudnienie. Liczy się dyplom, a jak wszystkim w tym kraju wiadomo, nie ma dyplomów lepszych i gorszych. Wszystkie dyplomy są równe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz