Zmarły dość dawno temu fizyk, Albert Einstein, znany był ze skłonności do różnorakich dziwactw i niechęci wobec nowych idei. Stąd też, jak wiadomo, mylił się np. w swojej mało entuzjastycznej ocenie mechaniki kwantowej, która to mechanika jest absolutnie niepodważalna.
Wszystko wskazuje na to, że A. Einstein miał do tego zupełnie fałszywe wyobrażenie na temat pracy naukowej, o czym świadczy następujący fragment jego wypowiedzi (przemówienie w Albert Hall w Londynie w 1933 roku*):
W tym kontekście chciałbym wypowiedzieć pewną myśl, do której doszedłem dopiero niedawno, gdy mieszkałem na wsi spokojnie w oddaleniu od świata; jak pobudzająco wpływa na twórczego ducha monotonia spokojnego życia ............ Tylko niewielu miało podczas najproduktywniejszego okresu okazję do zajmowania się problemami naukowymi w spokoju i dowolnie długo. Nawet jeżeli młody człowiek ma szczęście i otrzymuje na krótki okres stypendium, to musi starać się tak szybko, jak to możliwe, o konkretne wyniki. Nigdy nie może to być korzystne dla uprawiania czystej nauki.
W zasadzie nie ma chyba potrzeby nikogo przekonywać o dziwaczności takich poglądów. Wystarczy powiedzieć, że ten niewątpliwie zdolny fizyk napisał w swoim życiu tylko kilka prac naukowych. Jaki więc uzyskał indeks Hirscha? O punktacji żurnali w których publikował nie warto wspominać w ogóle.
A. Einsteina spojrzenie na pracę naukową jest błędne, ponieważ stoi w zupełnej sprzeczności z nowoczesnymi, powszechnie przyjmowanymi (m.in. przez MNiSW) poglądami na ten temat. Mówią one, że w pracy tej najważniejsze są częste zmiany (stąd szczególny nacisk na mobilność uczonych) i wysoka produktywność, najlepiej zmierzona liczbą prac na rozsądnie krótką jednostkę czasu (z dodatkowym uwzględnieniem impaktu czasopism).
To dzięki takiemu właśnie podejściu nasze czasy obfitują w odkrycia, o jakich się temu nieco już zapomnianemu uczonemu nawet nie śniło.
* tłumaczenie zaczerpnąłem z książki "Albert Einstein. Pisma filozoficzne", wyd. IFiS PAN, Warszawa 1999.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz