Kontynuując napoczęty wątek, należałoby jeszcze przeanalizować jakie wskaźniki byłyby właściwe w ocenie dorobku osób i jednostek naukowych (by uniknąć zarzutu jałowego krytykanctwa). Zajmę się tu twardą nauką, a więc dziedzinami, po których oczekujemy, że osiągną u nas przeciętny światowy poziom, a przynajmniej się do niego zbliżą. O nieprzeciętnym poziomie nie mamy co marzyć z powodu braku funduszy.
Sprawa wskaźników jest łatwa do rozwiązania w przypadku doraźnej oceny wartości dorobku poszczególnych badaczy (np. przy rozpatrywaniu wniosków grantowych przez NCN lub w postępowaniach o stopień/tytuł/awans), ale znacznie trudniejsza w przypadku okresowej oceny osób lub jednostek naukowych. W pierwszym przypadku, poza niezbędną oceną ekspercką należy odnieść się do liczby prac i liczby cytowań (bez autocytowań), a więc najlepiej do liczby obcych cytowań przypadających na pracę (po uwzględnieniu specyfiki poszczególnych dziedzin). Ocena ekspercka musi wyławiać też nie do końca uczciwe próby podkręcania cytowalności, np. poprzez publikowanie mało odkrywczych prac napisanych przez kilkudziesięciu lub więcej autorów (wystarczy, że każdy z nich zacytuje się choćby raz i cytowalność szybuje pod niebiosa). To wszystko powinno skutecznie utrudnić awans/uzyskanie grantu producentom makulatury (nawet w przypadku makulatury wysoko punktowanej) i ograniczyć zbędne na nią wydatki.
Ocena okresowa jest znacznie trudniejsza, bo dotyczy prac opublikowanych w czasie kilku poprzednich lat (a więc wartości i wielkości bieżącej produkcji naukowej). Najlepsza była by tu ocena ekspercka, ale jest ona niewykonalna, bowiem liczba ocenianych publikacji (w skali instytutu/wydziału/uniwersytetu) jest zbyt wielka. Trzeba by więc oprzeć się tu na jakiś stosunkowo łatwych do wyliczenia wskaźnikach. Teoretycznie, mogła by to być punktacja czasopisma, ale w formie IF (najlepiej pięcioletniego) a nie punktów ministerialnych, sprzężona z liczbą cytowań przypadających na opublikowaną w nim pracę. Do oceny przedstawiane były by wyłącznie prace które uzyskały poziom cytowań przeciętny dla danego czasopisma. Specyfika IF jest taka, że przeciętna praca publikowana w danym czasopiśmie powinna po dwóch/trzech latach uzyskać liczbę cytacji równą dwukrotności tego wskaźnika (zakładając mniej więcej stałą liczbę prac publikowanych na rok w danym czasopiśmie). Na przykład przy IF=4 praca w nim opublikowana powinna uzyskać co najmniej 8 cytowań. Jeśli nie uzyska, to znaczy że lokuje się poniżej przeciętnej dla czasopisma. Taka praca jest punktowym pasożytem i nie zasługuje na to, by przyznawać jej punkty należne czasopismu.
Proponowane tu kryterium bije na głowę wszystkie dotychczas wymyślone: wyplenia punktozę i wszystkie negatywne zjawiska jakie ona za sobą pociąga, opiera się na obiektywnie liczonym, ogólnie dostępnym wskaźniku IF, nie wymaga powoływania i utrzymywania zespołów zajmujących się wymyślaniem punktów na potrzeby krajowe (punkty ministerialne) i związanych z tym (ewentualnych oczywiście) nadużyć. No i wystarczy prosty arkusz kalkulacyjny, by ją przeprowadzić. Ma też drobne wady - na przykład nie nadaje się do oceny zaściankowej produkcji naukowej (publikacji w czasopismach nie istniejących w światowym obiegu). No ale jeśli chodzi nam o wydobycie nauki polskiej z tej dziury, którą wykopała Kudrycka z pomagierami, to nie powinniśmy sobie zawracać tym głowy.
Oczywiście nie mam najmniejszych złudzeń co do tego, że kryteria zaproponowane powyżej bądź oparte na podobnych założeniach będą u nas zastosowane. No ale miałem dużo zabawy stosując je prywatnie w odniesieniu do siebie oraz kolegów i koleżanek po fachu. Mogło by być naprawdę trudno ..... . Na szczęście to nam nie grozi. Będziemy sobie kolekcjonować punkciki jak dawniej i oczekiwać na kolejną reformę, ćwicząc uniki (przed małpą z brzytwą). I jakoś do emerytury dobrniemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz