wtorek, 27 lutego 2018

DYSKUTOWANIE PRZEDYSKUTOWANEGO Z DESPERACJĄ W TLE

Dyskusja na temat reformy nauki rozpędza się. Jest to dość zaskakujące, ponieważ minister Gowin wielokrotnie podkreślał, że reforma została już "skonsultowana" ze środowiskiem naukowym. Czyż nie to właśnie natchnęło go, by nazwać ów projekt reformą inną niż wszystkie ? Dyskusjom wokół reformy służyć miały przecież te wszystkie spędy naukowców, urządzane pod szyldem Narodowego Kongresu Nauki. 

Po odfajkowaniu kosztownych igrzysk ministerstwo przedstawiło "uzgodniony" już projekt ustawy 2.0. Nadanie mu numeru porządkowego zdradza, że stanowi kontynuację projektu poprzedniego, którego klęska objawiła się już oczom uczelnianej gawiedzi w całej okazałości. Nie rokuje to najlepiej, ale kto by się tym przejmował ? Tym bardziej, że reformę popiera KRASP, studenci, a nawet rada rektorów województwa pomorskiego. Chociaż podobno "grono zwolenników reformy stale rośnie", to kolejnych entuzjastów jakoś nie widać. Najwidoczniej lista tych, którzy mogli by się podpisać pod sformułowanym przez ministerstwo sloganem "przywileje zachowane, prawa poszerzone" uległa wyczerpaniu. Uczelniany bentos, zapełniający kiedyś ostatnie ławki Narodowego Kongresu Nauki nie zabiera głosu, tylko się przypatruje. Jest mu to wszystko obojętne, ponieważ wie, że tak czy siak dostanie w dupę. O jakiś tam prawach i przywilejach jak nie miał, tak i nie ma co marzyć. 

Odzywają się natomiast coraz odważniej ci, których przywileje będą naruszone a prawa ograniczone. Jest ich niemało: profesorowie i pracownicy wyższych szkół gotowania na gazie, humaniści i socjologowie itp. Wyprodukowani ostatnio doktorzy habilitowani bez szans na tytuł, drukujący swe dzieła w lokalnych gazetkach niepokoją się na przykład, że zniesienie habilitacji poprzez uchylenie jej obowiązku oznaczać będzie krach humanistyki i totalną dewaluację tytułu profesora nadawanego przez uczelnię, gdyż zostanie nim właściwie każdy, kto ma doktorat. 
Oraz że wyjątkowo wątpliwe jest proponowane uzależnienie możliwości ubiegania się o doktorat i habilitację od publikacji w czasopismach zagranicznych
O ile uważam, że z tą dewaluacją to trochę przeginają (nie zauważyłem, by uczelniana profesura cieszyła się jakimś prestiżem), o tyle w pełni zgadzam się z częścią dotyczącą drukowania w czasopismach zagranicznych. Jak pisałem poprzednio, należy w pełni doceniać to, jaki rezonans wywołuje praca, a nie to, gdzie została opublikowana. No ale podejrzewam, że autorzy dążą raczej w kierunku podwyższenia (a przynajmniej zachowania) wywalczonej ostatnio z takim trudem punktacji czasopism śmieciowych, drukujących prace nikogo nie interesujące. Nie po to przecież pootwierali sobie po odzyskaniu tzw. wolności różne gazetki, żeby teraz nie zapewniały należnych im punktów. Wyobrażenie o skali tego procederu daje nam poniższy wykres:


I to wszystko przy braku w tym czasie tak bardzo potrzebnego wsparcia dla dobrych (choć nielicznych) krajowych czasopism o ustalonej renomie, drukujących prace mające szanse zaistnieć w obiegu międzynarodowym.

Niektórzy zaniepokojeni utratą synekur badacze uderzają w inne, jakże bliskie sercu Prezesa tony:
Likwidacja Polski regionalnej - likwidacja ośrodków regionalnych, które powinny stać się kołem zamachowym regionów - to niewątpliwie jeden z celów ustawy. Efekt nowej ustawy jest taki, że w zasadzie w takich miejscowościach jak Szczecin, Opole czy Białystok nie będzie można uprawiać badań naukowych ..... Gdzie uciekną ludzie ze Szczecina ? Do Greisfaldu (pisownia oryginalna) albo Berlina. Czy naprawdę uważamy, że celem ustawodawcy jest sprawienie, by polskim naukowcom odechciało się uprawiać naukę w Polsce ? - pada dramatyczne pytanie. 
Najlepiej odpowiedzieć na nie innym, nasuwającym się pytaniem: A wezmą was tam ? Przypuszczam, że wątpię.

W tym kontekście nie dziwi, że co poniektórzy młodzi, zdesperowani naukowcy, gotowi są już poprzeć reformę inną niż wszystkie bez względu na jej treść (zgodnie z zasadą wszystkich desperatów - niech się dzieje co chce, byle się działo). Jeden z nich pisze tak:
Proponuję uproszczony algorytm oceny projektów reformy nauki w Polsce bez konieczności czytania ich treści: jeśli środowisko profesorów jest przeciw i gwałtownie protestuje, oznacza to, że reforma ma sens i należy ją popierać.

Oby się nie zdziwił.
Amen.         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz