poniedziałek, 11 grudnia 2017

GŁUPI I GŁUPSZY TWORZĄ DEFINICJE

Autorzy piszący w PAU-zie Akademickiej o bolączkach polskiej nauki to w większości ludzie znający ją (naukę, nie PAU-zę) od podszewki i posiadający bardzo interesujące przemyślenia na ten temat. Niestety, nie przebijają się one do świadomości ministerialnej szlachty, ponieważ ta działa na zasadzie intelektualnego perpetuum mobile. Pewnym mankamentem, wyzierającym spoza większości publikowanych artykułów jest przekonanie, że zreformowany system nauki w Polsce jest, generalnie rzecz biorąc, wcale niezły. Funkcjonujący w nim uczeni napełnieni są dobrą wolą i entuzjazmem po same uszy, wystarczy więc skorygować występujące gdzieniegdzie błędy i wypaczenia, a wszystko będzie OK. 
W mojej opinii, usuwanie błędów i wypaczeń może okazać się trudne, o ile w ogóle możliwe, i to z dwóch wzajemnie nie wykluczających się powodów: system może być nie taki dobry, jak się wydaje, podobnie zresztą jak kształtowani przez niego ludzie. Poniżej jedna z historii, ilustrujących to trudne do do zrozumienia zagadnienie.
  
Profesor Białynicki-Birula z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN opublikował kiedyś notkę, w której zaapelował o ukrócenie pewnych (w jego opinii wadliwych) mechanizmów przyznawania grantów naukowych w NCN:
Opiniując kilkadziesiąt wniosków o granty w Fundacji na rzecz Nauki Polskiej odkryłem, że w Polsce żyje (i ma się całkiem dobrze) plemię łowców grantów. Naczelnikiem tego plemienia powinien niewątpliwie zostać osobnik, który jest równocześnie (!) wykonawcą w sześciu grantach (dwoma grantami sam kieruje), opiewających na ponad 5 milionów złotych. Zastępców naczelnika, którzy są wykonawcami w pięciu grantach i sami też są kierownikami, także nietrudno odnaleźć. Czy tej, łatwej do wykrycia (przecież wszystko jest w komputerach NCN-u) patologii nie należałoby ukrócić ?
Na tej samej stronie, poniżej, odnaleźć możemy komentarz prof. Białasa, wyrażający zaniepokojenie tym spostrzeżeniem:
Moje przygnębienie jest tym większe, że profesor Iwo Białynicki-Birula doszedł do swoich wniosków, studiując ankiety dostarczone przez ludzi młodych, dopiero aspirujących do samodzielnej ścieżki naukowej. Czyżby wynikało stąd, iż rośnie nam w nauce nowe, prężne pokolenie cwaniaków, świetnie torujących sobie drogę w gąszczu formalnych przepisów, bez zwracania zbytniej uwagi na stronę etyczną, czy też na zwykłą przyzwoitość ?

Prof. Białynicki-Birula, najwyraźniej ośmielony uzyskanym poparciem zamiast się opamiętać, wysmażył następną notkę, w której m.in. napisał:
Zwolennikom niczym nie ograniczonej kumulacji grantów chcę zwrócić uwagę, że obowiązuje prawo zachowania pieniędzy przeznaczonych na granty. Prawo to działa w ten sposób, że każdemu przypadkowi nadmiernej łapczywości muszą towarzyszyć przypadki osób, które były następne w kolejce i dla których już zabrakło pieniędzy. Nie sądzę, iż te osoby były sześć razy gorsze od naszego rekordzisty.

No, no, pomyślałem sobie. Będzie się działo. Prof. Białynicki-Birula nieźle sobie nagrabił. Co też z tego wyniknie ? No bo na pewno nie to, co się profesorowi wydaje. Na rozwiązanie nie trzeba było długo czekać. Z następnej notki tegoż autora dowiedzieliśmy się, że jego wniosek o grant został właśnie przez NCN odrzucony:
Obaj recenzenci wysunęli poważne zarzuty i mój projekt, mimo bardzo dobrych ocen ekspertów, został odrzucony. Sęk w tym, iż zarzuty te wykazują niewiedzę recenzentów i całego "składu orzekającego", a nie wady projektu....
Oczywiście skorzystałem z porady Dyrektora NCN i złożyłem ten wniosek powtórnie, mając nadzieję, iż kolejny recenzent będzie już wiedział, że wszystkie ciała, małe i duże, poruszają się po tych samych liniach geodezyjnych.

Czyżby mu chcieli odpuścić - pomyślałem - nie do wiary. Dlaczego ? Może ze względu na te linie geodezyjne po których te wszystkie ciała małe i duże ...? Na fizyce się nie znam, ale brzmi to przekonująco. Może NCN, będące w końcu też jakimś tam ciałem (a właściwie cielskiem) zrozumiało, że musi się zacząć poruszać po tych samych liniach geodezyjnych co ciałka aplikujących o granty badaczy ? I głowił bym się nad tym jeszcze przez rok lub dłużej, gdyby nie kolejna notka pana profesora: 
Drogi Panie Redaktorze,
W ostatnim wrześniowym numerze PAUzy ukazał się mój komentarz na temat kuriozalnych recenzji złożonego przeze mnie wniosku grantowego Maestro 8. Zgodnie z radą udzieloną na łamach czerwcowej Pauzy przez Dyrektora NCN, Prof. Zbigniewa Błockiego złożyłem ponownie ten wniosek grantowy w programie Maestro 9, opisując dokładnie elementarne błędy popełnione przez recenzentów. Tym razem mój wniosek został odrzucony ze względów formalnych z następującym uzasadnieniem: "Kierownik projektu nie mógł zostać uznany za doświadczonego naukowca w rozumieniu ustawy o Narodowym Centrum Naukowym". Tym razem nie potrafiłem wymyślić żadnego rozsądnego komentarza do tej decyzji.
Na szczęście komentarz (nie tyle rozsądny co celny, bo rozsądek tej sprawy rozsądzić nie może) wymyśliła redakcja:
Po otrzymaniu tego listu, z początku porwał nas śmiech pusty, a potem litość i trwoga

A w następnym numerze czasopisma pojawił się wpis prof. Hołysta  z Instytutu Chemii Fizycznej PAN z którego dowiedzieliśmy się punkt po punkcie, że Prof. Białynicki-Birula spełnia ministerialne kryterium "doświadczonego naukowca", i to z dużym naddatkiem (kogo zainteresowała ta sprawa, niech wpis przeczyta).

W odpowiedzi, w kolejnym numerze odezwał się prof. Błocki, z wyjaśnieniem, że:
.... bezwzględny wymóg realizowania projektów badawczych (w liczbie mnogiej) przez kierownika MAESTRO pochodzi z ustawy o NCN. 
Powyższy przepis został doprecyzowany - pisze prof. Błocki - przez uchwałę Narodowego Centrum Nauki nr 57/2017 z dnia 8 czerwca 2017 r. w sprawie warunków przeprowadzania konkursu MAESTRO 9 na projekty badawcze dla doświadczonych naukowców. W punkcie 1.3 lit. b) określono minimalną liczbę kierowanych uprzednio projektów badawczych przez kierownika projektu na poziomie 2 (dwóch). Ponadto projekty te musiały zostać wyłonione na drodze konkursów krajowych lub międzynarodowych w okresie 10 lat przed rokiem wystąpienia z wnioskiem o przyznanie środków finansowych na badania naukowe oraz zakończone.

Podsumowując, prof. Białynicki-Birula nie zdobył grantu MAESTRO ponieważ okazał się pechowcem. Tak się bowiem przypadkiem złożyło, że przed ponownym złożeniem przez niego wniosku, NCN doprecyzował ministerialną definicję doświadczonego naukowca dla nadchodzącego konkursu MAESTRO 9. Ta zaś jednoznacznie wyklucza go z zacnego grona doświadczonych naukowców (ciekawe, czy na zawsze, czy tylko chwilowo ? - poczekamy, zobaczymy).

W respektowanej do niedawna ustawie o NCN "doświadczony naukowiec" to osoba, która w okresie 10 lat przed rokiem wystąpienia z wnioskiem "kierowała realizacją projektów badawczych" i warunek ten prof. Białynicki-Birula spełniał jeszcze w równie pechowym dla niego (z powodu nierzetelnych recenzji) konkursie MAESTRO 8. Kierował bowiem, jak przytacza to prof. Hołyst w swojej analizie jednym projektem NCN-u 2012/07/B w latach 2007-2017 jak również licznymi projektami MNiSW.     

Na koniec warto zastanowić się nad tym, czy ministerstwo i jego agendy tworzą różne definicje doświadczonego naukowca w jakimś racjonalnie uzasadnionym celu, czy tylko dla jaj. Jeśli definicja ma być do czegoś przydatna, musi oddawać cechy opisywanego przedmiotu (w tym przypadku człowieka), szczególnie w sytuacji, gdy użyta nazwa już w języku funkcjonuje i posiada wcześniej określoną, powszechnie akceptowaną denotację (zbiór desygnatów). Oczywiście w celach czysto operacyjnych można starać się uściślić określenie "doświadczony naukowiec", jednak uściślenie to nie może w rażący sposób podważać powszechnie akceptowanego znaczenia każdego z tworzących tą zbitkę słów. Na przykład słowo "doświadczony" określa w powszechnym rozumieniu pewien osiągnięty po jakimś (zwykle dłuższym) czasie stan, który nie może być  łatwo utracony (pomijając szaleństwo lub jakąś inną chorobę mózgu). Nabyte doświadczenie utrzymuje się zwykle długo, często aż do śmierci, bez względu na to, czy i jak jest później wykorzystywane. W szczególności doświadczony naukowiec, publikujący prace i kierujący w przeszłości z sukcesem projektami badawczymi pozostaje nim bez względu na to, czy NCN przyznało mu (lub nie przyznało) 2 granty w określonym przez urzędasów czasie. Definicja stworzona przez ministerstwo jest głupia, ale ta "doprecyzowana" przez NCN jest jeszcze głupsza, wyklucza bowiem znacznie większą liczbę doświadczonych badaczy. Doprecyzowana głupota jest zawsze gorsza od zwykłej głupoty, nie ma od tego żadnych wyjątków. 

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na niedopuszczalną arogancję obu instytucji. Najwyraźniej mają one w głębokiej pogardzie samopoczucie doświadczonego naukowca w momencie gdy dowiaduje się, że w opinii jakiegoś kapturowego sądu utracił właśnie budowane latami doświadczenie i stał się ponownie badaczem niedoświadczonym. To jest duperela, której ani ministerstwo, ani NCN w ogóle pod uwagę nie biorą. No bo i po co ?

Czy jest jakieś wyjście z tej, jakże ambarasującej sytuacji ? Oczywiście, że jest: używanie słów ze zrozumieniem. Jest nawet takie słowo, które w odniesieniu do naukowca rozwiązywało by wszystkie w/w problemy i co więcej pozostawało w zgodzie z intencją ustawodawcy. 

To słowo brzmi "aktywny".  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz