8.10. 2017 - Radiowa jedynka. Rozmowa
o trwającym właśnie strajku młodych lekarzy rezydentów. Prowadzący rozmawia z
prominentnym politykiem PO, który uważa, że rezydenci mają w zasadzie rację dopominając
się dwukrotności średniej pensji (~8.000,- zł brutto = pensja profesora tytularnego na państwowej uczelni, z wysługą etc.), bo po pierwsze
„długo się uczyli”, po drugie zaś, jak nie będą dobrze opłacani, to wyjadą za
granicę. Prowadzący słabo oponuje, ale w zasadzie się z nim zgadza, bąkając nieśmiało,
że pensja rezydenta jest rzeczywiście niska (3.200,- zł brutto), ale ma on dyżury
i różne inne możliwości dorobienia. Obydwaj rozmówcy zgadzają się, że wyjazdy młodych
lekarzy za granicę stanowią poważny problem, rzutujący na dostępność usług
lekarskich w naszym kraju. Niby racja, ale mam kilka uwag.
Po pierwsze, studia lekarskie w Polsce
są za darmo, co powoduje, że młodzi, rozpoczynający pracę lekarze nie muszą
spłacać ogromnych kredytów na studia, którymi obciążeni są adepci sztuki lekarskiej
w krajach oferujących lekarzom wyższe zarobki. Niewielu z nich mogło bowiem liczyć na
opłacenie niezmiernie kosztownego wykształcenia przez rodziców.
Po drugie, studia lekarskie w Polsce
nie są wcale gorsze niż za granicą, dlatego nasi lekarze znajdują tam zatrudnienie.
Skoro jednak nie są gorsze, to i nie są tańsze, a ich koszty ponoszą polscy, a nie zagraniczni podatnicy.
Po trzecie, rezydentura umożliwia początkującym
lekarzom nabycie umiejętności, zrobienie specjalizacji, itp., co w nieco późniejszym
okresie umożliwia im osiągnięcie zarobków przekraczających dwie średnie krajowe,
czasem nawet znacznie.
Może się czepiam, ale
muszę, bo inaczej się uduszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz