Studiowanie
zamówionych przez ministerstwo projektów do ustawy Prawo o Szkolnictwie Wyższym
nie daje wprawdzie takiej uciechy, jak studiowanie obecnie panujących w tej
dziedzinie absurdów, ale może być pouczające. Przeczytałem projekt przedłożony
przez zespół poznański, kierowany przez prof. Marka Kwieka oraz projekt
Instytutu Allerhanda z Krakowa, wykonany pod kierownictwem Arkadiusza Radwana. Obydwa
opierają się na niewątpliwie słusznych podstawach: 1) o jakości szkolnictwa decyduje
poziom najmocniejszych ośrodków akademickich, stanowiących międzynarodową
wizytówkę kraju, 2) nie istnieje możliwość wprowadzenia skutecznych reform bez
znaczących zmian w skali i sposobie finansowania nauki.
Zespół
poznański pisze o tym następująco:
„Uważamy, że największym wrogiem międzynarodowych aspiracji polskich uczelni jest wyniesione z epoki realnego socjalizmu (i pielęgnowane przez ostatnie ćwierćwiecze) silne przekonanie o jednakowości potencjałów w nauce, które prowadzi do patologicznie wyrównywującego traktowania i finansowania wszystkich elementów systemu oraz patologicznie równych wymagań wobec kadry akademickiej, niezależnie od jej zdolności, osiągnięć, możliwości i miejsca ulokowania w systemie.”
„Uważamy, że największym wrogiem międzynarodowych aspiracji polskich uczelni jest wyniesione z epoki realnego socjalizmu (i pielęgnowane przez ostatnie ćwierćwiecze) silne przekonanie o jednakowości potencjałów w nauce, które prowadzi do patologicznie wyrównywującego traktowania i finansowania wszystkich elementów systemu oraz patologicznie równych wymagań wobec kadry akademickiej, niezależnie od jej zdolności, osiągnięć, możliwości i miejsca ulokowania w systemie.”
„Nauka wymaga silnych hierarchii, zwłaszcza w
uczelniach badawczych, a ich podstawę stanowi wkład do nauki światowej.”
„Reforma musi zmienić w pierwszej kolejności i
najgłębiej funkcjonowanie najlepszych ośrodków, które stanowią międzynarodową wizytówkę
naszego kraju w szkolnictwie wyższym.”
„Uważamy, że najważniejszy dla reform jest ich
wymiar finansowy. Reformy oderwane od zmian w poziomie i sposobach finansowania
sektora akademickiego – a
koncentrujące się np. wyłącznie na wewnętrznym i zewnętrznym ładzie uczelni – nie są w stanie zmienić sytuacji polskich uczelni w
sposób radykalny. A
taki sposób uważamy dzisiaj za niezbędny."
"Nie ma reform bezkosztowych.”
"Nie ma reform bezkosztowych.”
Zespół prof. Kwieka, wychodząc od tych założeń
przedstawia konsekwentny i wart wdrożenia (po poprawkach i uzupełnieniach) projekt. Naprawdę warto go przeczytać
i się nad nim zastanowić. Autorzy z pewnością znają się na rzeczy, w
odróżnieniu od ekspertów z Instytutu Allerhanda, którzy najwyraźniej nie kumają
o co w nauce i szkolnictwie wyższym chodzi, więc produkt który wyszedł spod ich
ręki koncentruje się wyłącznie na wspomnianym wyżej „wewnętrznym i zewnętrznym
ładzie uczelni”. Proponowane w nim rozwiązania, gdyby weszły w życie, okażą się
przeciwskuteczne, ponieważ autorzy mają kłopoty ze zrozumieniem spraw
elementarnych, szczególnie z zakresu kształtowania i oceny tzw. „doskonałości naukowej” oraz
misji uczelni. Powtarzają bądź tworzą różne dyrdymały, dekorując projekt
ujętymi w nawiasy angielskimi terminami, żeby było ładniej i bardziej przekonywująco:
academic governance, agile, navigable, accountability, level 5
education, pool of talents, duty of care, duty of loyalty, business judgement
rule, staggered board, soft law, scorecard, life-long learning,
state-of-the-art, knowledge spill-over, business judgment rule, safe harbour itp. Znajomość angielskiego nie pomaga im jednak w ocenie spraw ważnych z punktu
widzenia reformy, choćby sposobu ewaluacji dorobku publikacyjnego uczonych. Potrafią więc napisać coś takiego:
„Na
podstawie analizy ponad 6 mln cytowań czasopism naukowych w publikacjach ponad
400 polskich czasopismach naukowych, które zdeponowały dane o bibliografii
załącznikowej do publikacji z lat 2010-2015 do bazy ICI Journals Masterlist (a
więc również do sytemu POL - index, który był połączony z bazą ICI Journals
Masterlist) polskie czasopisma są znacznie częściej cytowane, niż czasopisma z
listy JCR.”
Nie będę się nad tym pastwił, bo inni już
to zrobili, ale zaznaczyć muszę, że tego rodzaju poglądy legły u podstaw zmiany
punktacji czasopism z listy B, z której już sobie dworowałem. Warto natomiast wspomnieć, że według najnowszych danych, mamy
w Polsce ok. 6 tys. czasopism naukowych i 80 000 badaczy, co daje 13 uczonych na jedno czasopismo „naukowe”. Być może warto ten rekord gdzieś
zgłosić, żeby się ludzkość dowiedziała. Spośród tych 6 tysięcy tylko
136 figuruje na liście JCR: 128 w
edycji Science
oraz 8 w edycji Social
Science [o tym tutaj]. Artykuły publikowane w pozostałych
czasopismach zawierają oczywiście jakieś odwołania bibliograficzne i same
bywają w podobnych czasopismach cytowane (czasem nawet obficie). Niestety,
światowa nauka nic o nich nie wie, w odróżnieniu od opracowań zamieszczanych w
najsłabszych nawet czasopismach z listy JCR, które bywają na świecie jednak
cytowane. Tak więc doskonałości naukowej (która ma być celem reformy) na tym
nie zbudujemy. Wiem, że to boli, ale tak jest.
Na koniec jeszcze jeden cytat z
omawianego projektu, też smakowity:
„Obecny
model reaktywny (pull), który czyni z uczelni biernego uczestnika
interakcji ze społeczeństwem, zostanie zastąpiony modelem proaktywnym (push)
– to szkoły wyższe i uczeni będą wychodzić z wiedzą, technologią oraz
kapitałem społecznym i kulturowym do otoczenia społeczno gospodarczego.
Zapewnione będzie to poprzez zarządzanie strategiczne współpracą z OSG.” Model
ten, gdyby do kogoś nie dotarło, pozwalam sobie zilustrować poniżej:
Model choć popularny, jest błędny, bowiem gospodarka przyswaja jedynie te innowacje, które sama sobie zassie. Próby tłoczenia czegoś w nią na siłę mogą się nieprzyjemnie skończyć !
Model choć popularny, jest błędny, bowiem gospodarka przyswaja jedynie te innowacje, które sama sobie zassie. Próby tłoczenia czegoś w nią na siłę mogą się nieprzyjemnie skończyć !

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz