niedziela, 9 kwietnia 2017

PRAWNICY REFORMUJĄ NAUKĘ



Studiowanie zamówionych przez ministerstwo projektów do ustawy Prawo o Szkolnictwie Wyższym nie daje wprawdzie takiej uciechy, jak studiowanie obecnie panujących w tej dziedzinie absurdów, ale może być pouczające. Przeczytałem projekt przedłożony przez zespół poznański, kierowany przez prof. Marka Kwieka oraz projekt Instytutu Allerhanda z Krakowa, wykonany pod kierownictwem Arkadiusza Radwana. Obydwa opierają się na niewątpliwie słusznych podstawach: 1) o jakości szkolnictwa decyduje poziom najmocniejszych ośrodków akademickich, stanowiących międzynarodową wizytówkę kraju, 2) nie istnieje możliwość wprowadzenia skutecznych reform bez znaczących zmian w skali i sposobie finansowania nauki.


Zespół poznański pisze o tym następująco:
„Uważamy, że największym wrogiem międzynarodowych aspiracji polskich uczelni jest wyniesione z epoki realnego socjalizmu (i pielęgnowane przez ostatnie ćwierćwiecze) silne przekonanie o jednakowości potencjałów w nauce, które prowadzi do patologicznie wyrównywującego traktowania i finansowania wszystkich elementów systemu oraz patologicznie równych wymagań wobec kadry akademickiej, niezależnie od jej zdolności, osiągnięć, możliwości i miejsca ulokowania w systemie.”

„Nauka wymaga silnych hierarchii, zwłaszcza w uczelniach badawczych, a ich podstawę stanowi wkład do nauki światowej.”

„Reforma musi zmienić w pierwszej kolejności i najgłębiej funkcjonowanie najlepszych ośrodków, które stanowią międzynarodową wizytówkę naszego kraju w szkolnictwie wyższym.”

„Uważamy, że najważniejszy dla reform jest ich wymiar finansowy. Reformy oderwane od zmian w poziomie i sposobach finansowania sektora akademickiego – a koncentrujące się np. wyłącznie na wewnętrznym i zewnętrznym ładzie uczelni – nie są w stanie zmienić sytuacji polskich uczelni w sposób radykalny. A taki sposób uważamy dzisiaj za niezbędny." 

"Nie ma reform bezkosztowych.”


Zespół prof. Kwieka, wychodząc od tych założeń przedstawia konsekwentny i wart wdrożenia (po poprawkach i uzupełnieniach) projekt. Naprawdę warto go przeczytać i się nad nim zastanowić. Autorzy z pewnością znają się na rzeczy, w odróżnieniu od ekspertów z Instytutu Allerhanda, którzy najwyraźniej nie kumają o co w nauce i szkolnictwie wyższym chodzi, więc produkt który wyszedł spod ich ręki koncentruje się wyłącznie na wspomnianym wyżej „wewnętrznym i zewnętrznym ładzie uczelni”. Proponowane w nim rozwiązania, gdyby weszły w życie, okażą się przeciwskuteczne, ponieważ autorzy mają kłopoty ze zrozumieniem spraw elementarnych, szczególnie z zakresu kształtowania i oceny tzw. „doskonałości naukowej” oraz misji uczelni. Powtarzają bądź tworzą różne dyrdymały, dekorując projekt ujętymi w nawiasy angielskimi terminami, żeby było ładniej i bardziej przekonywująco: academic governance, agile, navigable, accountability, level 5 education, pool of talents, duty of care, duty of loyalty, business judgement rule, staggered board, soft law, scorecard, life-long learning, state-of-the-art, knowledge spill-over, business judgment rule, safe harbour itp. Znajomość angielskiego nie pomaga im jednak w ocenie spraw ważnych z punktu widzenia reformy, choćby sposobu ewaluacji dorobku publikacyjnego uczonych. Potrafią więc napisać coś takiego:


Na podstawie analizy ponad 6 mln cytowań czasopism naukowych w publikacjach ponad 400 polskich czasopismach naukowych, które zdeponowały dane o bibliografii załącznikowej do publikacji z lat 2010-2015 do bazy ICI Journals Masterlist (a więc również do sytemu POL - index, który był połączony z bazą ICI Journals Masterlist) polskie czasopisma są znacznie częściej cytowane, niż czasopisma z listy JCR.”


Nie będę się nad tym pastwił, bo inni już to zrobili, ale zaznaczyć muszę, że tego rodzaju poglądy legły u podstaw zmiany punktacji czasopism z listy B, z której już sobie dworowałem. Warto natomiast wspomnieć, że według najnowszych danych, mamy w Polsce ok. 6 tys. czasopism naukowych i 80 000 badaczy, co daje 13 uczonych na jedno czasopismo „naukowe”. Być może warto ten rekord gdzieś zgłosić, żeby się ludzkość dowiedziała. Spośród tych 6 tysięcy tylko 136 figuruje na liście JCR: 128 w edycji Science oraz 8 w edycji Social Science [o tym tutaj]. Artykuły publikowane w pozostałych czasopismach zawierają oczywiście jakieś odwołania bibliograficzne i same bywają w podobnych czasopismach cytowane (czasem nawet obficie). Niestety, światowa nauka nic o nich nie wie, w odróżnieniu od opracowań zamieszczanych w najsłabszych nawet czasopismach z listy JCR, które bywają na świecie jednak cytowane. Tak więc doskonałości naukowej (która ma być celem reformy) na tym nie zbudujemy. Wiem, że to boli, ale tak jest.


Na koniec jeszcze jeden cytat z omawianego projektu, też smakowity:

Obecny model reaktywny (pull), który czyni z uczelni biernego uczestnika interakcji ze społeczeństwem, zostanie zastąpiony modelem proaktywnym (push) to szkoły wyższe i uczeni będą wychodzić z wiedzą, technologią oraz kapitałem społecznym i kulturowym do otoczenia społeczno gospodarczego. Zapewnione będzie to poprzez zarządzanie strategiczne współpracą z OSG.” Model ten, gdyby do kogoś nie dotarło, pozwalam sobie zilustrować poniżej:


Model choć popularny, jest błędny, bowiem gospodarka przyswaja jedynie te innowacje, które sama sobie zassie. Próby tłoczenia czegoś w nią na siłę mogą się nieprzyjemnie skończyć !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz