wtorek, 1 grudnia 2015

BURZA MÓZGÓW W RUCIANEM

Na Uniwersytecie Humanistyczno-Techniczno-Społecznym w Rucianem odbyła się konferencja naukowa na temat plagiaryzmu pod hasłem "Walka z plagiatami - wyzwania i zasadzki". Wzięło w niej udział 450 badaczy i studentów tej kontrowersyjnej dziedziny.

Konferencję zainaugurował Rektor UHTS Marian Marchewka który podkreślił, że jego uczelnia specjalizująca się w zakresie nauk humanistyczno-techniczno-społecznych stanowi wymarzone miejsce dla takich rozważań, bowiem w Polsce plagiaryzm szerzy się prawie wyłącznie wśród tych trzech dziedzin, omijając nie wiadomo czemu nauki ścisłe i przyrodnicze. Profesor mechatroniki F. Bąk skontrował to uwa, że na portalu Etyka i patologie polskiego środowiska naukowego można znaleźć przykłady chemików, a nawet fizyków popełniających plagiaty. Rektor grzecznie odpowiedział, że byli oni jednak, o ile mu wiadomo, bez wyjątku pracownikami uczelni technicznych. Następnie kontynuował wielowątkowe przemówienie, w którym duma z osiągnięć własnej uczelni mieszała się z troską o przyszłość polskiej nauki.

Trwająca trzy dni konferencja pozwoliła na doprecyzowanie wielu pojęć do tej pory niedoprecyzowanych a co za tym idzie, rozmazanych bądź mylnych. Wymagało to wielu wysiłków oraz ostrych dyskusji, w których wzięli udział liczni badacze oraz studenci. Wypracowano też konkretne rozwiązania, które pozwona uporanie się z problemem plagiaryzmu na polskich uczelniach. Zamiast tradycyjnych sesji zorganizowano trzy potężne burze mózgów, co usprawniło wymianę myśli i było bardzo trendy.   

Podczas pierwszej z nich, profesor fizyki R. Alonzacki postulował, że porażone plagiaryzmem dziedziny nie reprezentują nauki w sensie "science" a jedynie dyscypliny akademickie. To, co w twardej, odnoszącej się do fizycznej rzeczywistości nauce jest niewybaczalne, w dziedzinie akademickiej, szczególnie humanistycznej bądź społecznej jest jedynie skazą wynikającą z zajmowania się w kółko tymi samymi, nic nie znaczącymi kwestiami. Na pytanie studenta kulturoznawstwa, dlaczego tak uważa, przytoczył opinię Johna Brockmana zamieszczoną we wstępie do książki Trzecia kultura zgodnie z któ nurt humanistyczno-społeczny "tworzy głównie komentarze do komentarzy i krytykę krytyki, aż wreszcie spirala nakręca się do punktu, w którym kontakt z rzeczywistością ostatecznie się urywa". Docent kognitywistyki Fujfyłło dodał, że należy tu koniecznie wspomnieć jeszcze o ekonomii, która dla zmyłki podszywa się pod naukę ścisłą, choć nią nie jest. Jej metodologia zasadza się wyłącznie na komentowaniu obowiązującej na danym etapie doktryny ekonomicznej dopóki nie doprowadzi ona do załamania światowej gospodarki i wyłonienia się kolejnej doktryny, którą ekonomiści komentują do następnego krachu i tak dalej. Na pytanie doktoranta, skąd w takim razie się biorą owe obowiązujące ekonomistów doktryny odpowiedział, że nie wie, ale uwag sugerujących wpływ Żydów i masonów na światową ekonomię tolerował nie będzieProf. Z. Porąbalski, reprezentujący nauki socjologiczne, zaprotestował przeciwko dzieleniu nauk pod kątem podatności na plagiaty i zauważył, że w krajach bardziej rozwiniętych plagiaryzm dotyka wszystkich dziedzin, o czym łatwo przekonać się studiując portal Retraction Watch. Przyznał jednak, że psychologia, która ze względu na niewyobrażalną liczbę plagiatów, przekłamań i zmyśleń doczekała się osobnej zakładki na w/w portalu, może w istocie nauką nie być. Profesor pedagogiki L. Niegutko zauważył, że to iż plagiaryzm w krajach wysoko rozwiniętych dotyka wszystkich dziedzin, a w Polsce tylko niektórych, wymaga pogłębionych badań porównawczych na które należy dostać granta. Zebrani na sali uczeni zgodzili się z nim w zupełności. 

Druga burza mózgów dotyczyła narodowej specyfiki plagiaryzmu i szans na pozbycie się go z polskich uczelni. Zauważono, że mimo wojny wypowiedzianej plagiatom przez rektorów już w 2004 roku, kolejne lata przynosiły ich coraz więcej i więcej. Generalnie zgodzono się, że przyczyna nieskuteczności prowadzonych od tylu lat działań leży w braku pieniędzy, bez których z plagiaryzmem walczyć się nie da. Wyrażono nadzieję, że 100 milionów przyznanych ostatnio na ten cel zasadniczo zmieni sytuację. Docent Kiełbasiński z Wyższej Szkoły Pisania Drukowanymi Literami powiedział, że wątpi, bo rektorzy nie odnieśli jeszcze zwycięstwa w walce z czymkolwiek i nie widzi powodu dla którego tym razem miało by im się udać. Przyznane fundusze zostaną więc najprawdopodobniej zmarnowane - zakończył. Kilku uczestników postulowało, że nie jest to kwestia pieniędzy, lecz wzmocnienia moralnego, które nastąpi dopiero wtedy, gdy pracownicy i studenci objęci zostaną odpowiednimi szkoleniami. Profesor L. Niegutko zauważył, że na opracowanie takich szkoleń należy dostać granta, najlepiej międzynarodowego. Zebrani na sali uczeni zgodzili się z nim w zupełności. 

Trzecia burza mózgów miała na celu zdefiniowanie zjawiska oraz wytyczenie wysokich standardów, których należy się trzymać. Docent technologii żywności A. Korniszon zaproponował, by przyjąć powszechnie uznaną klasyfikację, dzieląca plagiaty na jawne (dosłowne kopiowanie cudzego utworu lub jego części) i ukryte (wykorzystanie cudzego utworu w formie zmienionej). Plagiat jawny jest zuchwałą kradzieżą treści (idei) i formy jednocześnie, zaś plagiat ukryty jest kradzieżą samej idei. Skutecznie walczyć można jedynie z plagiatami jawnymi, bo są do tego napisane programy komputerowe, które działają obiektywnie i wyliczają procenty. Walka z plagiatami ukrytymi wydaje się beznadziejna, bo nie ma i nie będzie programów komputerowych do ich wykrywania. Trzeba by zdać się w tej sprawie na ekspertów, co było by bardzo ryzykowne. Eksperci, jak dowodzą tego liczne przykłady, nie potrafią nawet rzetelnie wyliczyć procentów w plagiatach jawnych, choć nie jest to wcale trudne. Profesor humanistyki stosowanej Z. Poznański poparł gorąco przedmówcę argumentując, że nauka polska w całości zasadza się na przerabianiu i komentowaniu idei powstałych za granicą, więc sprawy plagiatów ukrytych lepiej nie ruszać. Większość dyskutantów zgodziła się z tym całkowicie, a obecny na sali przedstawiciel MNiSW zapewnił, że władze resortu podzielają takie stanowisko. Polityka ministerstwa opiera się w całości na założeniu, że w Polsce żadnej wartościowej idei naukowej wymyślić się nie da. Dlatego ministerstwo tak bardzo wspiera staże zagraniczne polskich naukowców i stara się przyciągnąć badaczy spoza kraju. 
Przy tak daleko idącej zgodzie co do wykluczenia plagiaryzmu ukrytego z dalszych rozważań, zajęto się wytyczaniem standardów procentowych dla plagiatów jawnych, wykrywanych za pomocą narzędzi elektronicznych. Szybko zgodzono się co do zasady, że inne standardy powinny obowiązywać studentów, inne zaś dla nauczycieli akademickich i pozostałych uczonych. Profesor pedagogiki cyfrowej Nanyfer Pierzga optował za wyższymi standardami dla nauczycieli, którzy powinni dawać przykład młodzieży. Emerytowany profesor nauk technicznych Prithard Sandeuszewicz uznał to jednak za pomysł zbyt ekscentryczny. Zauważył, że mogło by to doprowadzić do utraty znacznej części doświadczonej i utytułowanej kadry akademickiej i to w stosunkowo krótkim czasie. W związku z tym zaproponował zasadę "odwróconego wektora" zgodnie z którą młodzi, jeszcze niezdemoralizowani ludzie powinni być oceniani surowiej niż uczeni którzy zdobywali stopnie zanim stało się wiadome, że przepisywanie cudzych prac jest naganne. Takie ustawienie wektora było by nie tylko sprawiedliwe, ale i wychowawcze. No i zgodne ze zdrowym rozsądkiem, który podpowiada, że standard podobnie jak prawo, nie może obowiązywać wstecz. W czasie, gdy pracowałem na uczelni, szybka ścieżka kariery akademickiej wiodła zazwyczaj poprzez staż zagraniczny w czasie którego najważniejsze były wizyty w bibliotece w której znajdowały się publikacje w kraju niedostępne  - powiedział. Po skserowaniu i przetłumaczeniu wybranych dzieł na język polski następowała publikacja osiągnięcia i uzyskanie stopnia bądź tytułu naukowego. Większość dyskutantów odniosła się ze zrozumieniem do refleksji prof. Sandeuszewicza i zasada odwróconego wektora została przyjęta. By nie wyważać otwartych drzwi, dokonano przeglądu istniejących rozwiązań w celu wybrania najlepszych na wzór do powszechnego stosowania. Za złoty standard w odniesieniu do studentów przyjęto rozwiązanie obowiązujące na Wydziale Zarządzania Politechniki Rzeszowskiej, według którego Współczynnik Podobieństwa 1 (powtórzenie fraz o długości 5 słów lub dłuższych) kształtuje się na poziomie nie wyższym niż 50%, zaś WP2 (powtórzenie fraz o długości 25 słów lub dłuższych) na poziomie nie wyższym niż 5%. W odniesieniu do pracowników naukowych za złoty standard przyjęto ocenę rektora Politechniki Krakowskiej, określającą dopuszczalną wartość WP2 na poziomie 50%. Przekroczenie tej wartości może być jednak tolerowane, jeśli nie sięgnie 100%. Fakt nie przepisania cudzego dzieła w całości jest w tym przypadku wartą rozpatrzenia okolicznością łagodzącą. Na koniec Profesor L. Niegutko zauważył, że przyjęte zasady powinny doczekać się teraz szczegółowego opracowania w ramach jakiegoś granta. Zebrani na sali uczeni zgodzili się z nim w zupełności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz