niedziela, 22 marca 2015

TEORIA PRACY NAMYSŁOWEJ I KONIEC NAUKI

Doktor Karol Parówka z Prywatnej Wyższej Szkoły Analiz Transcendentalnych opublikował ostatnio w PLOS TWO artykuł, będący uwieńczeniem jego rozważań nad specyfiką pracy naukowej. Postawił w niej kontrowersyjną tezę, że odkrycie naukowe, które nie jest w jego opinii równoznaczne z opublikowaniem artykułu w czasopiśmie z listy filadelfijskiej, wymaga namysłu. 

Zacznijmy jednak od początku. Według dr Parówki, praca naukowa nie jest zwykłą pracą umysłową, chociaż większość społeczeństwa zwykło tak ją traktować. Praca umysłowa wymaga jedynie posiadania umysłu, może być więc wykonywana przez każdego człowieka po odpowiednim przeszkoleniu (a czasem nawet bez). W zasadzie używanie tej kwalifikacji w odniesieniu do jakiś konkretnych zawodów (urzędnik, prawnik, animator kultury itp.) jest mylące, bowiem umysł pracuje przy wszelkich czynnościach, także nie kojarzonych z tradycyjnie pojętą pracą. 
Próba definiowania pracy umysłowej jako ponadprzeciętnie angażującej umysł także prowadzi na manowce. Na przykład, w polskich uwarunkowaniach, umysł przeciętnego ping-pongisty pracuje intensywniej niż umysł urzędnika bądź prawodawcy. Gra w ping-ponga wymaga bowiem przewidywania. Na ułamki sekund do przodu, ale jednak. Z badań encefalograficznych wynika, że przewidywanie zdarzeń przyszłych wymaga bardzo intensywnej pracy mózgu.        
Praca prawdziwego uczonego to, według dr Parówki tzw. praca namysłowa. Nie może być wykonana prawidłowo bez namysłu, ten zaś wymaga czasu. Nie ulega wątpliwości, że tacy tytani jak Kopernik, Newton, Darwin czy Einstein dokonali swoich odkryć po wyjątkowo długim namyśle. Niektórzy z nich, zanim opublikowali swoje odkrycie, namyślali się przez kilkadziesiąt lat !
Traktowanie uczonych jak pozostałych "pracowników umysłowych" nie daje im szans na odniesienie sukcesu w nauce przez wielkie N. Zgodnie ze stawianymi im wymogami muszą publikować szybko i bez namysłu, aby zdobyć dużą liczbę punktów. Powoduje to, że od kilkudziesięciu lat żadne przełomowe odkrycia nie zostały dokonane, a nauka upada na całym świecie, nie tylko w Polsce (co jest dla nas w pewnym sensie pocieszające).

Tezy dr Parówki spotkały się z miażdżącą krytyką na macierzystej uczelni. Między innymi zarzucono mu, że opublikował wprawdzie swoją pracę w czasopiśmie wysoko punktowanym, ale o którym wiadomo, że przyjmuje wszystkie nadesłane prace do open akcesu bez różnicy, za odpowiednio wysoką opłatą. Poza tym zwracano uwagę, że pisanie o upadku nauki to gruba przesada, bo na pewno jakieś wielkie odkrycia zostały dokonane, tyle że trudno je spośród nawału publikacji wyłowić. Zgodzono się jednak, że gdy Google opracuje już odpowiedni algorytm ich wyszukiwania, najprawdopodobniej nie zostaną znalezione w publikacjach polskich autorów. Następnie dano dr Parówce czas do namysłu, by zdecydował się, czy rzeczywiście chce nadal pracować w upadającej polskiej nauce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz