piątek, 19 grudnia 2014

OKAZUJE SIĘ

Okazuje się, że mimo wzmożonej czujności, także i ja zostałem niepostrzeżenie zmanipulowany przez wspomnianych w poprzedniej notce Mistrzów Propagandy. Jak każdy typowy przedstawiciel uczelnianego plebsu, byłem przekonany (czemu dawałem wyraz na tym blogu), że zmajstrowana przez białostocką wizjonerkę ustawa o szkolnictwie wyższym (wraz z ostatnio wprowadzonymi do niej poprawkami) przeszła przy braku oporu (a czasem nawet poparciu) uczelnianych mandarynów. Czyli za zgodą wyższych szarż akademickich.
Z krótkiego sprawozdania z debaty Polskiej Akademii Umiejętności dowiaduję się, że żadnej akceptacji, nie mówiąc o poparciu, nie było. Prominentni przedstawiciele środowisk akademickich, pochylający się nad losami polskiego szkolnictwa wyższego podczas imprezy w Tomaszowicach pod Krakowem, nie mogli przecież brać najmniejszego udziału w tej legislacyjnej chucpie, skoro obecnie podsumowują ją w taki oto sposób:

Gdyby brali w niej udział, powyższe słowa stanowiłyby przykład nie tyle krytyki, co samokrytyki, w dodatku zbiorowej. W minionych czasach zbiorowe napady samokrytyki występowały regularnie po kolejnych okresach błędów i wypaczeń (podtrzymywanych za pomocą terroru i zastraszania). Trudno jednak przyjąć że panowanie Barbary K. to był kolejny epizod tego rodzaju, a czas zatoczył koło, i my wraz z nim. W cywilizacji zachodniej, do której podobno należymy, czas biegnie liniowo i takie rzeczy zachodzić absolutnie nie mogą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz