Omawiany program poznawczy rozwija się dynamicznie,
obejmując coraz to większe fragmenty rzeczywistości - ostatnio pojawiła się
publikacja pt. „Pracy trzeba uczyć w szkole”, rozszerzająca działanie Aksjomatu
Prezesa na szkoły średniego szczebla, które według jej autorów nie uczą młodzieży
jak radzić sobie na rynku pracy i dlatego kształcą bezrobotnych (Gazeta
Wyborcza, 7-8 grudnia 2013). To z pewnością nie koniec paradygmatycznych eksploracji,
bowiem za produkcję bezrobotnych odpowiadać mogą pośrednio także szkoły niższego
szczebla oraz przedszkola, które nie wszczepiają narybkowi ducha przedsiębiorczości
i konkurencji oraz nie uczą pisania CV.
W opozycji do panującego paradygmatu znajdują się obecnie
jedynie prace prof. Aldony Kukułki z Wyższej Szkoły Działań Rynkowych w Pcimiu.
Uczona ta przeprowadziła skomplikowane wyliczenia z których jakoby wynika, że liczba
bezrobotnych zależy w głównej mierze od liczby dostępnych miejsc pracy. Jest to
wynik tak zdumiewający, że gdyby znalazł potwierdzenie, zasługiwał by niewątpliwie
na ekonomicznego Nobla.
Póki co, prof. Kukułka otrzymała ostatnio tytuł doktora
honoris causa Uniwersytetu w Barcelonie „Za uświadomienie hiszpańskim kręgom
akademickim, że nagły wzrost bezrobocia wśród wykształconej młodzieży w ich kraju wyniknął z likwidacji
miejsc pracy a nie z niewłaściwego kształcenia studentów. Świadomość tego faktu
uchroniła hiszpańskie szkolnictwo wyższe przed niepotrzebną i kosztowną reformą
programów nauczania, a akademików przed załamaniem ”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz