MNiSW ogłosiło 8 lutego na swojej stronie głównej, że istnieje
światowy ranking, w którym zaistniało aż siedem polskich uczelni (spośród kilkuset
istniejących w naszym kraju). Trudno uwierzyć
w tak oszałamiający sukces krajowego szkolnictwa wyższego, szczególnie w dobie dobijających
go reform i spadającego finansowania ich podstawowej działalności. No i nie
trzeba. Wspomniany ranking to przedsięwzięcie analogiczne do klasyfikacji
filmików z YouTube na podstawie oglądalności. Jak możemy wyczytać to w rozwinięciu w/w informacji:
W zestawieniu nacisk
kładziony jest przede wszystkim na komunikację uczelni za pomocą Internetu. W
rankingu nie są więc analizowane osiągnięcia naukowe, ale bazuje się raczej na
materiałach udostępnianych w Internecie przez poszczególne uczelnie.
Czyli uczelnie klasyfikowane są tu ze względu na ich umiejętność
reklamowania się w Internecie. Początkowo zastanawiałem się, czy omawiana
informacja zasługuje na to, aby znaleźć się na głównej stronie Ministerstwa
Nauki i Szkolnictwa Wyższego RP, wśród najważniejszych komunikatów tej szacownej instytucji.
Ale już się nie zastanawiam. Sprawa jest prosta: ministerstwo sądzi, że podstawą sukcesu uczelni wyższej jest autoreklama.
Ministerstwo poza tym wierzy, że kiedyś, gdy powstanie
analogiczny ranking ministerstw, zajmie w nim pierwsze miejsce na świecie. Niestety,
nie jest to prawda – pierwsze miejsce zajmie ministerstwo nauki Korei
Północnej. Nasze będzie dopiero drugie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz