niedziela, 27 stycznia 2013

Porażający wzrost jakości kształcenia



Jak wszystkim wiadomo, fatalne obniżenie jakości kształcenia na polskich uczelniach wynika między innymi ze zbyt dużej liczby studentów przypadającej na jednego uczącego (czyli ze zbyt licznych grup ćwiczeniowych).  Wzrost liczby studentów był szczególnie zabójczy dla studiów z zakresu nauk ścisłych i przyrodniczych, gdzie zajęcia praktyczne odgrywają szczególnie ważną rolę. W miarę napływu coraz większej liczby kandydatów na wykształciuchów, uczelnie systematycznie powiększały wielkość grup ćwiczeniowych, wykreślały z programów studenckich laboratoriów najbardziej kosztochłonne lub wymagające większego zaangażowania prowadzących ćwiczenia, zamieniały zajęcia praktyczne na tzw. ćwiczenia audytoryjne (cokolwiek by to miało znaczyć). Wszystkim tym destrukcyjnym działaniom towarzyszyła „nieustanna troska o wzrost jakości kształcenia”, polegająca głównie na rozbudowie ogólnouczelnianych jednostek ds. jakości kształcenia.

Na uwagę zasługuje fakt, że malejąca ostatnio liczba studentów nie pociąga za sobą odchudzenia grup ćwiczeniowych, czy też zamiany „ćwiczeń audytoryjnych” na prawdziwe ćwiczenia. Wręcz odwrotnie, na wielu uczelniach następuje dalszy wzrost liczebności grup studenckich, co powoduje iż zajęcia praktyczne zamieniają się powoli w farsę. 


Wytłumaczenie tego paradoksu jest proste. Po pierwsze, polskie uczelnie to złożone organizmy, podlegające ewolucji, a nie prymitywne, łatwo przewidywalne instytucje. Jako takie, wyewoluowały nieodwracalnie w kierunku dużych grup studenckich, i nic już tego nie zmieni, bowiem duże grupy zapewniają im większą wartość przystosowawczą niż małe. Po drugie, proces ewolucji spowodował, że niskie nakłady przypadające na studenta [*] zrekompensowane zostały rozwojem projakościowych organów administracyjnych (jednostek ds. jakości kształcenia). Organy te, chcąc zachować użyteczność, będą ewoluowały w kierunku stwierdzania nieustannego wzrostu jakości kształcenia. Wygenerowane przez nie sygnały wzrostu będą odbierane przez rektorów, ministerstwo i studentów. I wywołają u nich zadowolenie. 

[*] poniżej dowód, że nakłady te mogą być rzeczywiście znikome. Rzecz dotyczy Uniwersytetu Jagiellońskiego (wg rankingu szanghajskiego)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz