Znany polski glacjolog, prof. J.Z.A. Kogutko
opublikował ostatnio w International Journal of Polar Research artykuł, w
którym przytoczył niepodważalne dowody na globalne ocieplenie klimatu naszej
planety. Hipoteza globalnego ocieplenia, nagłaśniana przez media od wielu lat,
wymagała pilnego potwierdzenia, ponieważ publikowane do tej pory dowody jej
słuszności mogą być sfałszowane lub wątpliwe [1][2]. Wśród tysięcy badaczy
zajmujących się konsekwencjami globalnego ocieplenia, którzy zawierzyli
niesolidnym klimatologom panowało zaniepokojenie, bowiem bez mocnego wsparcia dla
tej teorii, ich wieloletnie badania mogłyby okazać się bezwartościowe. Dotyczyły
one szerokiego spektrum zagadnień, takich jak kreślenie map obrazujących wpływ
zmian klimatycznych na wegetację roślin na terenach podmokłych bądź suchych, na
liczbę ziaren skrobi i wielkość aparatów szparkowych u kaktusów, plony gryki w roku 2030 w Europie,
zmianę zasięgu skoczogonków na Syberii czy też na zagrożenie niedźwiedzia
polarnego, foki, łosia i łososia. Byłby to cios wymierzony nie tylko w bogu
ducha winnych badaczy ale i niemałe grono osób odpowiedzialnych za
niewyobrażalne fundusze kierowane co roku na te badania. Konsekwencją braku
dowodów byłoby także podważenie autorytetu Komitetu Noblowskiego, który
uhonorował znanego klimatologa i ekologa, Ala Gore’a nagrodą za wysiłki na
rzecz budowy i upowszechniania wiedzy na temat zgubnych skutków ocieplenia
klimatu. Wyniki uzyskane przez prof. Kogutko zapobiec więc mogą największej
zapaści, jaka grozi nauce XXI wieku.
Prof.
Kogutko przeprowadzał ze swego kajaka, przez lornetkę, systematyczne obserwacje
brzegu lodowca arktycznego i zauważył oderwanie się od niego olbrzymiego
fragmentu, który spadając do morza zabił białą niedźwiedzicę. Fragment lodowca
wyparł 60 km2 wody z oceanu, co spowodowało zalanie brzegu
pobliskiej wysepki, zmycie 68 gniazd ptasich, lisa polarnego i badacza
norweskiego. Woda, która wdarła się na ten uroczy zakątek Arktyki zasoliła
inicjalną glebę stanowiącą siedlisko trzech endemicznych gatunków roślin, które
natychmiast przestały się rozmnażać i uległy zagładzie. Co gorsze, oderwana od
wysepki skała pogrążyła się w morzu, blokując odwieczny szlak wędrówki płetwali
błękitnych na ich letnie żerowisko.
Waga
publikacji opisującej te dramatyczne wydarzenia polega na tym, że dokumentuje
ona nie tylko topnienie lodowca wskutek ocieplenia (gdyby klimat się nie
ocieplał lodowiec by się nie kruszył na brzegach), ale i wszystkie zgubne
skutki z tym związane: śmierć zwierząt, zagrożenie życia ludzkiego, oraz zmiany
w występowaniu roślin i szlakach wędrówki waleni. W wywiadzie udzielonym
Polskiej Agencji Prasowej w grudniu 2011 roku profesor ubolewał, że dokonanie
tych obserwacji możliwe było dopiero teraz, a więc w okresie rozbudzonego
krytycyzmu wobec teorii globalnego ocieplenia. Zawęża to oddziaływanie jego
publikacji i spowodować może, że nie będzie ona tak szeroko cytowana jak mogła
by być w okresie poprzedzającym, w którym znacznie słabsze prace dotyczące
ocieplenia i jego skutków cieszyły się olbrzymim zainteresowaniem i przynosiły
międzynarodowe uznanie ich autorom*. Winą za ten stan rzeczy profesor obarczył
obecny system finansowania badań naukowych w Polsce. Ociężałość tego systemu
spowodowała, że jego starania o fundusze na wyprawę do Arktyki trwały od 1997
roku. Dopiero w 2007 roku Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przyznało
mu grant na kajak i lornetkę, co wcale nie oznaczało końca trudności, bowiem
przetarg na kajak ciągnął się przez następne cztery lata.
Jeśli
sytuacja polskich uczonych nie ulegnie w tym względzie poprawie, nigdy nie
nadążą oni za trendami światowej nauki, które są niestety zmienne.
*Wyjątkowo
gorące i suche lato tego roku spowodowało ponowny wzrost zainteresowania
kwestią globalnego ocieplenia. Oby tak dalej !! .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz