Jak wszystkim wiadomo, a Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego w szczególności, przyczyną bezrobocia wśród wykształconej młodzieży jest to, że studiowała ona kierunki mało praktyczne i w związku z tym jest do użytecznej pracy nieprzysposobiona. Gospodarka łaknie absolwentów studiów sprofilowanych zawodowo, których - rzecz jasna - jest w stanie zassać w dowolnych ilościach. Tak uważają liczni przedsiębiorcy, którzy, jeśli tylko odpowiednio sformatowany materiał ludzki pojawi się na rynku, natychmiast go zatrudnią. Bezrobocie wśród absolwentów spadnie, produktywność wzrośnie i w ogóle będzie fantastycznie.
Jacyś idioci, posługując się przykładem Grecji, Hiszpanii i Portugalii próbują nam wcisnąć, że głównym regulatorem poziomu zatrudnienia młodzieży jest kondycja gospodarcza państwa. My jednak wiemy swoje: występująca w tych krajach młodzież studiowała niewłaściwe kierunki. No i została bez roboty.
Chcąc zapobiec podobnej sytuacji w naszym kraju, MNiSW zmusza uniwersytety do uruchamiania zawodowo sprofilowanych studiów, co grozi, zdaniem akademickich malkontentów, przerobieniem ich na wyższe szkoły zawodowe.
Z drugiej strony liczne, istniejące już wyższe szkoły zawodowe powoli zamieniają się w uniwersytety. Udział kierunków o profilu praktycznym nie sięga w nich nawet 50%, co widać na wykresie, zaczerpniętym z tego opracowania.
Jednym słowem, pomieszaniezpoplątaniem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz